Opublikowane niedawno wyniki za I kwartał potwierdzają, że branża lotnicza w
USA nie może otrząsnąć się po wydarzeniach z 2001 r. Osiem największych linii straciło w pierwszych trzech miesiącach br. 2,4 mld USD. Do tego trzeba jeszcze dodać 9 mld USD strat za IV kwartał ub.r. - W tych wynikach nie można znaleźć praktycznie niczego, co mogłoby napawać otuchą - podsumował analityk UBS Warburg Sam Buttrick.
- Dostrzegamy wprawdzie niewielkie oznaki poprawy, ale przed nami jeszcze bardzo długa droga do wyjścia na prostą. II kwartał będzie równie zły - stwierdził prezes UAL Corp. Jack Creighton. UAL, spółka--matka linii United Airlines (nr 2 w USA), w I kwartale poniosła 510 mln USD strat, a cały 2001 r. zakończyła najgorszym wynikiem w branży (-2,1 mld USD). Nieco większym optymistą jest Gordon Bethune, szef Continental Airlines. - Być może w II półroczu uda nam się wyjść na zero - zapowiedział.
Amerykański rząd, chcąc wesprzeć swoich przewoźników, postanowił im zwrócić część podatków pochodzących z lat boomu (1996-2000). Linie lotnicze wpłaciły wówczas do kasy państwa łącznie ponad 10 mld USD. Z tej kwoty dostaną obecnie ok. 2 mld USD. Wiadomo już, że największym beneficjentem tych decyzji będzie United Airlines, któremu przypadnie w udziale 464 mln USD (w sumie z już otrzymaną po 11 września pomocą państwa daje to 644 mln USD). 393 mln USD otrzyma American Airlines, a US Airways - 167 mln USD.
To, co jednych cieszy, oburzyło innych. Jürgen Weber, prezes niemieckiej Lufthansy (drugi pod względem wielkości przewoźnik w Europie), ostro skrytykował ostatnie decyzje USA. Zwroty podatku nazwał niczym nie uzasadnionymi subwencjami, które pozwalają m.in. na obniżenie cen. - Gdybym był szefem europejskiej firmy lotniczej, zapewne również czułbym się pokrzywdzony - przyznaje Andrew Watterson z firmy doradczej Mercer Management Consulting. Jednak jego zdaniem, podatkowe zwroty to jeden z elementów uchwalonego już wcześniej programu prezydenta George'a Busha, mającego na celu ożywienie amerykańskiej gospodarki.