"Obecnie z punktu widzenia polskich eksporterów byłoby lepsze, gdyby złoty był o 10, najwyżej 15 proc. słabszy niż jest obecnie, bo eksporterzy wypadają z rynku (...) Nasza sytuacja gospodarcza byłaby korzystniejsza, gdyby złoty kosztował 4,30 za USD, a nie 4 za dolara" - powiedział Orłowski radiu Zet. Złoty na poniedziałkowym otwarciu znalazł się na poziomie 4,023 za dolara i 3,68 za euro. Minister Finansów Marek Belka powiedział w piątek, że kurs 4,25-4,30 zł za dolara byłby bezpieczny dla inflacji i korzystny dla eksporterów. Według Belki ostatnie dni są dalszym ciągiem dyskusji o polityce kursowej. Wywołał ją sam minister, mówiąc, że przed wejściem do europejskiego systemu kursów walutowych możliwa byłaby jednorazowa dewaluacja złotego. W środę Belka powiedział, że złoty jest obecnie zbyt mocny i rząd powinien podjąć inicjatywę w sprawie polityki kursowej w celu jego osłabienia oraz rozpocząć dyskusję z Radą Polityki Pieniężnej na ten temat. Część rynku odczytała to jako zachętę do interwencji na rynku walutowym. Orłowski powiedział, że doprowadzenie do osłabienia złotego nie jest łatwym zadaniem, ale rynek walutowy nie jest duży i jest to możliwe. "Nie jest łatwo precyzyjnie osiągnąć taki poziom złotego.Nasz rynek walutowy nie jest duży i doprowadzenie do czasowego osłabienia złotego mieści się w granicach możliwości NBP. To jest po to, by inwestorzy sami się wycofali, aby złoty osłabł w trochę bardziej trwały sposób" - powiedział. Orłowski dodał, że koszty interwencji nie wynikają z tego, że bank centralny musi kupować na rynku walutę. "Cały koszt polega na tym, że stopy procentowe, czy cały dochód, jaki bank centralny będzie otrzymywać w momencie, kiedy wykupuje np. euro z rynku jest niższy nieco od dochodu, który ma w momencie, gdy ma więcej złotówek niż euro. Im mniejsza różnica w stopach procentowych, czyli im skuteczniejszy będzie bank centralny w osłabianiu kursu złotego, tym mniej zapłaci za interwencję" - powiedział. Orłowski uważa także, że jednym ze sposobów osłabienia polskiej waluty jest zwiększenie poczucie ryzyka u inwestorów. "Bank centralny powinien zwiększać poczucie ryzyka, że złoty osłabnie, że dochodowość spadnie. To można zrobić, obniżając stopy procentowe. Rynek czeka na informację, że jest obniżka stóp, która będzie ostatnią obniżką na dłuższy czas i wówczas inwestorzy zaczną sprzedawać polskie papiery, waluta się osłabi" - powiedział. Dodał, że wcześniejsza, głębsza redukcja stóp procentowych umożliwiłaby spadek wartości złotego. "Gdyby obniżka wyniosła 100 czy 150 pkt bazowych wraz z jasną informacją, że to jest ostatnia obniżka, już dziś złoty byłby słabszy" - dodał. RPP w tym roku obniżyła dwukrotnie; w styczniu o 100-200 pkt. bazowych oraz w kwietniu 50-100 pkt. bazowych. RPP w kwietniu dokonała redukcji stopy lombardowej i redyskontowej o 100 punktów bazowych, stopy interwencyjnej o 50 punktów, a stopy depozytowej pozostawiła bez zmian. Stopa lombardowa wynosi obecnie teraz 12,5 proc., redyskontowa 11 proc, a interwencyjna 9,5 proc.(PAP)