Reklama

O kursie dolara niech rozstrzyga rynek

Na niedawnym posiedzeniu senackiej komisji bankowej przedmiotem ożywionej dyskusji był kurs dolara, zdaniem wielu analityków i amerykańskich przedsiębiorców - stanowczo za wysoki. Sekretarz skarbu Paul O`Neill raz jeszcze zapewnił, że nie zamierza zmieniać swojej polityki walutowej.

Publikacja: 14.05.2002 09:09

Podstawą tej polityki jest głębokie przekonanie, że państwo nie powinno interweniować w ustalanie wartości tej waluty, gdyż w długim terminie najlepiej rozstrzyga o tym rynek. A przejściowe wahania kursów nie mają większego znaczenia. - Ludzie, którzy zarabiają na mąceniu na światowych rynkach walutowych, to spekulanci i jestem pewien, że dla gospodarki z tej ich działalności niewiele wynika - powiedział O`Neill.

Zwolennicy O`Neilla twierdzą, że na ogół rynkowe wahania kursów walutowych są nieprzewidywalne. Główny ekonomista Bank of America Mickey Levy powiedział: - Paul O`Neill nie zamierza zmieniać swojej polityki, a polega ona na tym, że opowiadamy się za silnym dolarem, ale tylko dopóty, dopóki odzwierciedla on silne fundamenty gospodarki i spodziewane wysokie zwroty z amerykańskich aktywów, natomiast nie zamierzamy manipulować kursem. A to oznacza, że dolar może poruszać się w dość szerokich widełkach względem innych walut, zanim administracja zdecyduje się na reakcję w celu jego wzmocnienia lub osłabienia.

Wahania kursów nie są jednak jedynym problemem. Zdaniem wielu ekonomistów, którzy są przekonani o przewartościowaniu dolara, najważniejsze kwestie wciąż nie są rozwiązane, a to w pewnym momencie zmusi sekretarza skarbu do reakcji. Deficyt obrotów bieżących USA sięgnie prawdopodobnie w tym roku 500 mld USD, czyli prawie 5% produktu krajowego brutto, co będzie oznaczało konieczność przyciągnięcia kapitału potrzebnego do sfinansowania tego deficytu i utrzymania kursu dolara na obecnym poziomie.

Szef działu światowych analiz w londyńskim banku State Street Aninash Persaud zauważył zwrot w kierunku długoterminowych inwestycji zamiast polowania na okazje zarobku na krótkoterminowych zmianach. - Inwestorzy wyraźnie wolą dzisiaj inwestować na europejskich giełdach, gdzie wskaźnik cena/zysk jest prawie dwukrotnie niższy niż w Stanach Zjednoczonych - powiedział Persaud gazecie "Financial Times". - W ciągu ostatnich 12 miesięcy międzynarodowi inwestorzy kupili europejskich akcji za prawie 200 mld USD, a amerykańskich tylko za 100 mld USD. A to może być problemem dla dolara - dodał.

Niewielu analityków uważa jednak, że to wystarczający powód do bicia na alarm. - Jest to przejściowy spadek zaufania do amerykańskiej waluty i nie sądzę, by dolar był już w takim punkcie, że ów spadek może nabrać charakteru samospełniającego się zagrożenia - powiedział Alan Ruskin, szef analityków w nowojorskiej firmie konsultingowej 4Cast. Niewiele wskazuje też na to, by O`Neill uważał, że deficyt na rachunku bieżącym przybrał już takie rozmiary, że powinien na to zareagować. W ubiegłym tygodniu po raz kolejny stwierdził, że świadczy to przede wszystkim o oczekiwaniach inwestorów na większe zwroty z amerykańskich aktywów, a działania zmierzające do zmniejszenia go mogłyby jedynie zaszkodzić całej gospodarce.

Reklama
Reklama

W tej kwestii sekretarz skarbu ma przeciwko sobie coraz głośniejsze lobby producentów samochodów, związkowców i farmerów, którzy zarzucają mu, że utrzymywanie silnego kursu dolara kosztuje już Stany Zjednoczone 500 tysięcy miejsc pracy i 140 mld USD strat w eksporcie. Żądają od administracji Busha podjęcia takich kroków, które spowodowałyby osłabienie kursu dolara, ich zdaniem przewartościowanego co najmniej o 25%.

W każdym razie niedawne przesłuchanie w komisji bankowej było pierwszym przypadkiem od ponad 10 lat, kiedy Senat zmusił sekretarza skarbu do zeznawania na temat kursu waluty. Demokratyczny senator Paul Sarbanes przypomniał O`Neillowi jego wystąpienie z 1985 roku, kiedy był prezesem International Paper. Otóż żalił się on, że rekordowo wysoki wtedy kurs dolara "postawił świat na głowie" i znacznie osłabił konkurencyjność jego spółki. Sekretarz stanu nie przejął się tym i odpowiedział: - Nie sądzę, by można było znaleźć jakąkolwiek moją wypowiedź, w której domagałbym się od rządu interwencji na rynkach finansowych.Wielu bezstronnych ekonomistów uważa jednak, że polityka kursowa rządu powinna być zmieniona. Fred Bergsten, dyrektor waszyngtońskiego Institute for International Economics, przypomniał, że historia uczy, iż tak wysoki deficyt obrotów bieżących, jaki teraz mają USA, jest nie do utrzymania. Oskarża o to wysoki kurs dolara i powołuje się na obliczenia, z których wynika, że każdy wzrost efektywnego kursu o 1% powoduje zwiększenie deficytu o 10 mld USD. W latach 1995-2001 dolar umocnił się o 35% i to jest główną przyczyną półbilionowego deficytu.

Zdaniem analityków, jeśli rząd rzeczywiście wstrzyma się od interwencji, to amerykańska waluta będzie słabła. Spadki na nowojorskich giełdach mogą być sygnałem, że perspektywy tamtejszej gospodarki wcale nie są tak dobre, jak zakładano jeszcze kilka tygodni temu.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama