Podstawą tej polityki jest głębokie przekonanie, że państwo nie powinno interweniować w ustalanie wartości tej waluty, gdyż w długim terminie najlepiej rozstrzyga o tym rynek. A przejściowe wahania kursów nie mają większego znaczenia. - Ludzie, którzy zarabiają na mąceniu na światowych rynkach walutowych, to spekulanci i jestem pewien, że dla gospodarki z tej ich działalności niewiele wynika - powiedział O`Neill.
Zwolennicy O`Neilla twierdzą, że na ogół rynkowe wahania kursów walutowych są nieprzewidywalne. Główny ekonomista Bank of America Mickey Levy powiedział: - Paul O`Neill nie zamierza zmieniać swojej polityki, a polega ona na tym, że opowiadamy się za silnym dolarem, ale tylko dopóty, dopóki odzwierciedla on silne fundamenty gospodarki i spodziewane wysokie zwroty z amerykańskich aktywów, natomiast nie zamierzamy manipulować kursem. A to oznacza, że dolar może poruszać się w dość szerokich widełkach względem innych walut, zanim administracja zdecyduje się na reakcję w celu jego wzmocnienia lub osłabienia.
Wahania kursów nie są jednak jedynym problemem. Zdaniem wielu ekonomistów, którzy są przekonani o przewartościowaniu dolara, najważniejsze kwestie wciąż nie są rozwiązane, a to w pewnym momencie zmusi sekretarza skarbu do reakcji. Deficyt obrotów bieżących USA sięgnie prawdopodobnie w tym roku 500 mld USD, czyli prawie 5% produktu krajowego brutto, co będzie oznaczało konieczność przyciągnięcia kapitału potrzebnego do sfinansowania tego deficytu i utrzymania kursu dolara na obecnym poziomie.
Szef działu światowych analiz w londyńskim banku State Street Aninash Persaud zauważył zwrot w kierunku długoterminowych inwestycji zamiast polowania na okazje zarobku na krótkoterminowych zmianach. - Inwestorzy wyraźnie wolą dzisiaj inwestować na europejskich giełdach, gdzie wskaźnik cena/zysk jest prawie dwukrotnie niższy niż w Stanach Zjednoczonych - powiedział Persaud gazecie "Financial Times". - W ciągu ostatnich 12 miesięcy międzynarodowi inwestorzy kupili europejskich akcji za prawie 200 mld USD, a amerykańskich tylko za 100 mld USD. A to może być problemem dla dolara - dodał.
Niewielu analityków uważa jednak, że to wystarczający powód do bicia na alarm. - Jest to przejściowy spadek zaufania do amerykańskiej waluty i nie sądzę, by dolar był już w takim punkcie, że ów spadek może nabrać charakteru samospełniającego się zagrożenia - powiedział Alan Ruskin, szef analityków w nowojorskiej firmie konsultingowej 4Cast. Niewiele wskazuje też na to, by O`Neill uważał, że deficyt na rachunku bieżącym przybrał już takie rozmiary, że powinien na to zareagować. W ubiegłym tygodniu po raz kolejny stwierdził, że świadczy to przede wszystkim o oczekiwaniach inwestorów na większe zwroty z amerykańskich aktywów, a działania zmierzające do zmniejszenia go mogłyby jedynie zaszkodzić całej gospodarce.