Pierwsza reakcja członków RPP na rządowe propozycje odejścia od płynnego kursu złotego była nieprzychylna. - System wolnych przepływów kapitałowych musi obejmować system wolnego kursu złotego - powiedział Grzegorz Wójtowicz, jeden z członków Rady. - Nie można więc manipulować przy wolnym kursie złotego.
Sprzeciw RPP jest o tyle zrozumiały, iż regulowany kurs i konieczność osłabiania naszej waluty oznaczałyby szybszy wzrost cen i pożegnanie ze średniookresowym celem inflacyjnym (na koniec 2003 r. poniżej 4%). Obecną, niską inflację zawdzięczamy bowiem m.in. właśnie silnemu złotemu - powoduje to bowiem, że ceny towarów i surowców, kupowanych za granicą za waluty, spadają albo - jak w przypadku ropy naftowej - rosną w mniejszym tempie. Odwrotna sytuacja - czyli spadek kursu złotego - powoduje, iż trzeba za nie płacić więcej w złotówkach, co przekłada się na wzrost cen w sklepach - czyli wyższą inflację. To wywołuje z kolei jeszcze jeden czynnik - żądania płacowe, co dodatkowo pobudza tempo wzrostu cen.
Nawet sama interwencja na rynku walutowym jest szkodliwa dla gospodarki. Obecnie banki w Polsce mają nadpłynność - czyli, innymi słowy dysponują one zbyt wielkimi kwotami pieniędzy. NBP walczy z tym poprzez sprzedaż obligacji skonwertowanych, co także odbija się na wzroście kursu złotego. Interwencja, mająca na celu osłabienie złotego, oznacza, że bank centralny kupuje walutę, a sprzedaje złote, zwiększając ilość gotówki w obiegu, w efekcie czego rośnie podaż pieniądza. A nadmiernie szybki wzrost podaży pieniądza oznacza szybszy wzrost inflacji.
Właśnie po to, aby uniknąć takich sytuacji, RPP w roku 1998 zdecydowała się na interweniowanie na rynku, a w 2000 r. wprowadzony został płynny kurs złotego, na co zgodził się także rząd. Tymczasem obecne propozycje Rady Ministrów oznaczają praktycznie powrót do sytuacji sprzed 2000 r., gdy wahania kursu złotego ograniczane były przez pasmo wahań, wytyczone wokół parytetu, ustalanego na podstawie cen euro i dolara.