Inflację w dół ciągnęły przede wszystkim ceny żywności, która drożała wolniej niż o tej porze przed rokiem. W górę jednak ten wskaźnik popchnęły rosnące ceny paliw i gazu oraz drożejące leki - ich ceny wzrosły, i to mimo zapewnień ministra zdrowia, Mariusza Łapińskiego, który negocjował ich obniżki.
- Cena leków wzrosła w ubiegłym miesiącu o 2,4% wobec marca, a więc czynnik Łapińskiego jednak wystąpił - powiedział Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK. - Na dodatek, wzrost cen leków będzie napędzał jeszcze inflację także w maju.
Wszystkie te czynniki razem spowodowały jednak kolejny spadek inflacji - do 3%. Tak niski wynik na nikim jednak nie zrobił wrażenia. Przede wszystkim dlatego, że nikt się nie spodziewa, aby Rada Polityki Pieniężnej w tym miesiącu zdecydowała się na cięcie stóp procentowych. - Nie sądzę, aby kwietniowa inflacja była czynnikiem decydującym - powiedział Janusz Jankowiak, główny ekonomista BRE Banku.
Spadek inflacji nie spowodował także żadnych zmian na rynku walutowym. Wprawdzie rano doszło do lekkiego wzmocnienia się złotego, a potem jego kurs nieco osłabł, ale zarówno przed, jak i po publikacji danych o wskaźniku wzrostu cen w kwietniu na rynku nic się nie działo.
Wszyscy bowiem czekają na to, jakie propozycje rząd przedstawi ostatecznie bankowi centralnemu i jaka będzie reakcja Rady. Od tego zależeć będzie zarówno kurs złotego, jak i - częściowo - inflacja w maju. Analitycy spodziewają się dalszego jej spadku, jednak wskazują także, iż po ostatnim osłabieniu złotego może on być nieco mniejszy, niż się wcześniej spodziewano.