Od końca stycznia br. kurs indeksu blue chipów porusza się w formacji klina zniżkującego. Im bardziej opóźnia się wybicie z tej formacji, tym węższa się ona staje. Obecna wysokość klina to 40 pkt., a początkowo było to prawie 120 pkt. Wiele wskazuje na to, że powoli zaczyna maleć znaczenie tego układu cen. Taki wniosek należy wysnuć przede wszystkim z faktu, że czas kształtowania się klina wynosi już prawie 4 miesiące, a do przecięcia się jego ramion pozostały już niecałe dwa miesiące. Wprawdzie warto jeszcze obserwować jego ograniczenia, które znajdują się na wysokości 1290 pkt. i 1330 pkt., ale bez wyraźnego potwierdzenia ze strony wolumenu, przy przebijaniu któregoś z tych poziomów, bardzo ostrożnie podchodziłbym do generowanych sygnałów.

Niestety, prawidłowe określenie momentu opuszczenia męczącego marazmu jest nie lada sztuką, a wychodząc z założenia, że stanie się to w najmniej oczekiwanym momencie, nie próbuję nawet zgadywać, kiedy to nastąpi. Mam tylko nadzieję, że nie przyjdzie nam na to czekać do końca rozpoczynających się niedługo wakacji. Na pocieszenie można tylko powiedzieć, że podobna sytuacja ma miejsce na giełdzie w Londynie. Tam jednak inwestorzy są w gorszej sytuacji, gdyż horyzont na indeksie FT-SE 100 trwa już ponad 7 miesięcy, a na ostatnich sesjach zmienność (ATR-10) mierzona w procentach osiągnęła zaledwie 1%. W przypadku WIG20 ten sam wskaźnik pokazał wczoraj 1,37%, czyli najniższy poziom od lipca 2000 roku.

Pomocne przy określeniu przyszłego trendu nie są wskaźniki techniczne. Wprawdzie generują sygnały, ale w ostatnim czasie, są one bardzo mało wiarygodne i trudno przywiązywać teraz do nich jakiekolwiek znaczenie. Obecnie jednak warto zwrócić uwagę na indeks siły relatywnej WIG20 do szerokiego rynku, czyli do WIG-u. Osiągnął on ostatnio bardzo niski poziom (podobny do tego, który został odnotowany podczas grudniowego dołka i niewiele wyższy od dołka wrześniowego), co może sugerować, że w najbliższym czasie należy oczekiwać wzrostu siły blue chipów w stosunku do pozostałych spółek.