Amersham, firma specjalizująca się w produkcji sprzętu elektronicznego wykorzystywanego w medycynie, to jedna z ważniejszych spółek w Londynie. Jest ona członkiem głównego indeksu FT--SE 100, grupującego 100 największych firm pod względem wartości rynkowej. Dziennie obraca się w Londynie średnio 3,9 mln jej walorów. Mimo to szef Amersham - Sir William Castell - ostro skrytykował politykę marketingową prowadzoną przez zarząd LSE. - Giełda w ogóle nie ma żadnej wizji promowania notowanych na niej spółek. Porównując politykę marketingową LSE z polityką np. NYSE, widać ogromną różnicę na korzyść drugiej z tych instytucji - podkreślił prezes Amersham, której kwitami depozytowymi (tzw. ADR-y) obraca się też w Nowym Jorku.
Zdaniem W. Castella, Amerykanie znacznie bardziej agresywnie prowadzą promocję spółek i utrzymują znacznie lepsze kontakty z ich zarządami. - Znam osobiście szefa NYSE Richarda Grasso, z większością członków zarządu tej giełdy czy Nasdaq jestem na ty. Tymczasem w Londynie nigdy nie udało mi się nawet spotkać prezesa Don Cruickshanka - twierdzi W. Castell. Podkreśla on m.in., że NYSE zawsze publikuje obszerne informacje na temat debiutów spółek, gdy w Londynie wejście na giełdę często przebiega bez echa. - Ogólnie rzecz biorąc, widać, że Amerykanie dobrze prowadzą działalność marketingową, podczas gdy specjaliści z LSE nie robią prawie nic w tym kierunku - podsumowuje szef Amersham.
W odpowiedzi na zarzuty Sir William Castella cytowany przez Bloomberga rzecznik LSE broni działalności marketingowej giełdy. - Wprowadziliśmy wiele produktów dla inwestorów. W specjalnym centrum medialnym zawsze można otrzymać informacje na temat wyników spółek, czy trwających prezentacji - podkreślił, dodając też, że prezes LSE Don Cruickshank w ubiegłym tygodniu zakończył właśnie podróż po różnych ośrodkach brytyjskich, gdzie zachęcał do inwestowania na LSE.