Dwie renomowane instytucje finansowe - amerykański Goldman Sachs i holenderski ABN Amro - nie będą oskarżone o udział w nieprawidłowo przeprowadzonym debiucie spółki internetowej World Online - zdecydowała prokuratura w Amsterdamie. Nie zdobyto bowiem dowodów, iż obie firmy ukrywały świadomie istotne dla przebiegu oferty informacje.

Holenderska prokuratura w toku prowadzonego śledztwa badała m.in., czy ABN Amro i Goldman Sachs, które koordynowały ofertę World Online, świadomie ukrywały pewne informacje, które nie zostały zawarte w prospekcie. Cała afera miała miejsce w pierwszej połowie 2000 r., kiedy to odbył się debiut World Online na amsterdamskiej giełdzie. 17 marca 2000 r. walory World Online zadebiutowały po kursie 43 euro, jednak już w styczniu 2001 r., kiedy to spółka została kupiona przez włoską firmę tej samej branży - Tiscali, ich kurs był o 80% niższy. Tuż po debiucie wyszło na jaw, że w prospekcie nie znalazła się informacja o sprzedaży akcji World Online przez szefową spółki Ninę Brink. Pozbyła się ona tych walorów na rzecz amerykańskich funduszy trzy miesiące przed IPO i to po cenie o jedną siódmą niższej (6,04 euro) niż w ofercie publicznej. Zarobiła na tej transakcji 90 mln USD. Gdy wiadomość ta ujrzała światło dzienne kilka tygodni po debiucie, walory World Online zaczęły gwałtownie tanieć.

Prokuratura holenderska wszczęła śledztwo w tej sprawie na wniosek grupy drobnych akcjonariuszy World Online. Do tej pory niczego nie udało się udowodnić. W lipcu ub.r. od zarzutów uwolniona została Nina Brink, teraz wszystko wskazuje na to, że do odpowiedzialności nie zostaną również pociągnięte banki organizujące ofertę.