Istotną przesłanką dla takiej decyzji sądu powinno być, zdaniem pracowników i przedstawicieli Espebepe, wycofanie przez wierzycieli wniosków o upadłość spółki oraz nienależyte zbadanie przez sąd jej sytuacji finansowej.
Bankructwo szczecińskiego przedsiębiorstwa jest natomiast na rękę Sławomirowi Kosmalskiemu, byłemu dyrektorowi berlińskiego oddziału Espebepe. Wczoraj rozesłał on informacje o złożeniu w szczecińskim sądzie wniosków: o oddalenie zażalenia zarządu Espebepe na decyzję o postawieniu spółki w stan upadłości, o wydanie prawomocnego postanowienia w tej sprawie oraz o skierowanie do prokuratury zawiadomienia o przestępstwach popełnionych przez byłych członków zarządu spółki.
- Pan Kosmalski nie jest naszym wierzycielem. Od 1999 roku jest natomiast prowadzone dochodzenie w sprawie domniemanego dokonania przez niego malwersacji finansowych w czasie kierowania berlińską placówką spółki. Obecnie sprawa ta jest rozpatrywana przez sąd. Nie miał on żadnych podstaw do złożenia powyższych wniosków. Jest to raczej próba odwetu i utrudnienia nam funkcjonowania - stwierdził Marek Diering, prezes zarządu Espebepe.