Wydawałoby się, że kryzys w gospodarce, a co za tym idzie, także na warszawskim parkiecie, zmusi zarządy i rady nadzorcze spółek publicznych do większej dbałości o akcjonariat. Choćby po to, by akcjonariusze nie wyprzedawali swoich papierów i nie godzili się na spadek cen. Tak, by łatwiej było pozyskać kapitał potrzebny np. do opanowania osłabionego rynku i zajęcia miejsc gorzej bronionych przez konkurentów.
No więc, wydawałoby się to pewnie logiczne, ale tak się nie dzieje. Nie widać wysypu programów lojalnościowych dla stabilnych akcjonariuszy. Mówiąc wprost - nie widać ich WCALE! Jakość komunikowania się spółek z rynkiem pozostaje kiepściutka. A inwestorzy nadal mają prawo w wielu przypadkach czuć się dawcami kasy. Jedna strona nie tylko wykorzystuje drugą, ale bezczelnie ją lekceważy. Ożywia się tylko wtedy, gdy kasy zaczyna brakować. Taka taktyka utrwalaniu związków zwykle nie sprzyja. Nie tylko na parkiecie zresztą.
Co można zrobić, by akcjonariusz był i czuł się ważniejszy? By traktował swoją inwestycję przynajmniej w perspektywie kilkuletniej? By interesował się i chciał interesować się kondycją oraz przyszłością SWOJEJ firmy? Cóż, najlepszą receptą na związanie inwestorów z firmą są rzeczy najbardziej oczywiste: solidny zarząd, mądra rada nadzorcza, konsekwentna realizacja strategii i powtarzająca się co kwartał i co roku dobra nowina - ZYSKI (najlepiej systematycznie rosnące). Ale życie takie piękne nie jest. Menedżerowie mogą czasem stawać na głowie, a i tak nie przeskoczą problemu, choćby załamania gospodarczego i rosnącej niepewności konsumentów, co znajduje bardzo szybko przełożenie na spadek popytu na nawet najlepsze produkty i usługi. Tańcz, śpiewaj, chodź na uszach - rzeczywistości nie uda ci się zakląć. Tracisz klientów, tracisz przychody. Bardzo szybko możesz stracić także wspólników do prowadzenia biznesu, czyli akcjonariuszy. Spadek kursu akcji i pogorszenie atmosfery wokół firmy to tylko początek kłopotów. Nielojalni albo po prostu zawiedzeni i niezwiązani ze spółką akcjonariusze mogą przyczynić się do prawdziwych kłopotów, w tym do wydania firmy na żer wrogiego przejęcia.
Poza wspomnianymi sprawami oczywistymi, o akcjonariusza trzeba zadbać. A nawet go dopieścić.
- Dostęp do informacji o tym, co się właściwie w spółce dzieje, to zadanie pierwszorzędne. Informacje muszą być udostępnianie nie tylko metodą tradycyjną - przez media - ale także przez własny serwis internetowy czy biuletyn dla akcjonariuszy. Szczerze mówiąc, rozważyłbym "dopieszczanie" nawet do takiego stopnia, który narażałby menedżerów na ryzyko posądzenia o preferowanie informacyjne wiernych akcjonariuszy. Przede wszystkim jednak ludzie muszą wiedzieć, czego chce ICH spółka. W przypadku wielu naszych firm, same zarządy i rady nadzorcze nie wiedzą chyba, czego właściwie chcą...