O wczorajszej sesji można właściwie zapomnieć. Gdyby się nie odbyła, nikt by nawet tego nie zauważył. Sytuacja techniczna rynku byłaby właściwie taka sama. Gracze wyraźnie się rozleniwili i z dziwnym trudem przychodzi im teraz złożenie zlecenia.
Po wtorkowym uspokojeniu przyszła pora na sprawdzian nastrojów panujących wśród inwestorów zagranicznych. Większość zleceń spoza naszego kraju płynie z Londynu, a tam ostatnio świętowano. Wczoraj był pierwszy dzień pracy po jubileuszu panowania królowej. Były obawy, że w końcu na własnej skórze odczujemy spadki w USA. Zagranica jednak nie pozbywała się naszych papierów, a przynajmniej nie w takiej skali, by zbytnio wahnąć kursami.
Tak więc kursy bujały się w bardzo wąskim przedziale (rozpiętość sesji wynosząca 11 pkt. mówi sama za siebie) nie dając możliwości do zarobku day-traderom. Biorąc pod uwagę sygnały analizy technicznej trzeba stwierdzić, że nadal poruszamy się w trendzie bocznym ze wszystkimi tego konsekwencjami. Wtorkowa obrona luki hossy z 17 maja dodała nieco animuszu bykom. Rynek nastawił się pozytywniej co do perspektyw na giełdach zachodnich, gdzie indeksy zdawały się szykować do odbicia. Optymizmem napawał też opublikowany o 16.00 indeks ISM dla usług (USA). Jego wartość znacznie odbiegała od oczekiwań. To pozwoliło za zamknięcie w okolicach maksimum sesji.
W konsolidacji można grać "od ściany do ściany". Teraz przyszła pora na mały wzrost. Utrzymywanie się cen przez całą sesję nad poziomem średniej kroczącej daje nadzieję, że faktycznie tak się stanie. To nie jest jednak ruch, który mógłby zainteresować graczy średnioterminowych. Ci cały czas czekają na wybicie z konsolidacji. Nie ma co zgadywać kierunku. Rynek sam nam pokaże, w którą stronę ma zamiar iść.