Poniedziałkowa sesja przebiegała w nadzwyczaj spokojnej atmosferze. Zaledwie 3612 sztuk obrotu oraz 10-punktowa różnica pomiędzy najwyższym a najniższym kursem dnia to w połowie zasługa braku wyraźnej tendencji na światowych parkietach oraz kolejnego meczu polskiej reprezentacji na Piłkarskich Mistrzostwach Świata. To drugie wydarzenie praktycznie na dwie godziny zmroziło handel na GPW.
Z punktu widzenia analizy technicznej, poniedziałkowa sesja niesie ze sobą bardzo dużą dawkę informacji. Po pierwsze, rozwiewa wszelkie wątpliwości odnośnie do piątkowego wybicia. Przypomnijmy, że z uwagi na popytowy wygląd świecy (długi dolny cień plus duże obroty), relatywnie dobre zachowanie rynku spot, potencjalną formację flagi na wykresie godzinowym, a także korzystny układ wsparć na wykresie tygodniowym (połowa białej świecy z 17 maja br. oraz ośmiomiesięczna linia trendu wzrostowego) wyjścia dołem z konsolidacji 1370-1400 pkt. nie można było traktować jako jednoznaczny sygnał sprzedaży. Istniało bowiem bardzo duże prawdopodobieństwo, że z początkiem nowego tygodnia byki ruszą do ataku, potwierdzając wszystkie wymienione wyżej sygnały. Tak się jednak nie stało. Co każe poważnie traktować to wybicie, a także otwartą wówczas lukę bessy (1366-1379 pkt.). Oznacza to, że w ciągu najbliższych dni należy liczyć się ze spadkiem do 1340 pkt. Jest to też niezmiernie ważny poziom z punktu widzenia analizy technicznej. Jeżeli strona popytowa nie przeprowadzi tam kontry, bazując na wsparciu tworzonym przez połowę białej świecy z 16 maja br., i dopuści do dalszego spadku, to zanegowany zostanie średnioterminowy sygnał kupna, jakim było majowe wybicie. Tym samym poważnego wsparcia znów należałoby szukać w rejonie 1300 pkt., a o szybkich wzrostach w rejon styczniowego szczytu można będzie zapomnieć.