No to wreszcie mamy korektę. Niedużą, ale jednak. Dotyczy ona długiego końca krzywej, czyli najbardziej płynnej części. Cena pięcioletnich obligacji spadła o około 20 groszy, osiągając poziom 101,7 zł. I stało się to przy stosunkowo dużych obrotach. Właściwie od rana (kiedy było jeszcze 101,95 zł) przeważały oferty sprzedaży i to mimo, że po stronie popytu ujawniał się bardzo duży inwestor. Na krótkim końcu krzywej kończyliśmy dokładnie tak samo, jak w środę. Nie oznacza to jednak, że nic się nie działo. Rano ceny nieco wzrosły, jednak po południu trend się odwrócił. W sumie rynek zamykał się w okolicach 86,65 zł.
Dlaczego klimat nieco się pogorszył? Z całą pewnością jakąś rolę odegrało spekulacyjne zamykanie pozycji i realizacja zysków. Jednak największy wpływ, przynajmniej moim zdaniem, miały ostatnie wypowiedzi szefa rządu oraz informacje o założeniach do przyszłorocznego budżetu. Inwestorzy musieli zareagować na wypowiedź Leszka Millera, z której wynikało, że SLD opowie się za wyraźnymi zmianami w ustawie o Narodowym Banku Polskim. Te wyraźne zmiany mają oznaczać zwiększenie liczby członków Rady Polityki Pieniężnej (i przeforsowanie, dzięki temu, wyraźnej obniżki stóp procentowych). Premier twierdzi, że nie byłoby to ograniczenie niezależności banku centralnego. Nie wdając się w spory prawne, faktem jest, że inaczej, przynajmniej w tej chwili, uważają inwestorzy zagraniczni. Trzeba jednak stanowczo stwierdzić, że za bardzo całą sprawą się nie przejęli, bo korekta na ryku papierów jest, jak z powyższego wynika, raczej symboliczna. Drugim dość ważnym czynnikiem było pojawienie się informacji o tym, że deficyt budżetowy w przyszłym roku miałby osiągnąć poziom ponad 46 mld zł (nie jest to jednak na razie potwierdzone). Oznaczałoby to w praktyce, że wskaźnik deficyt/PKB zbliżyłby się do 6%. No i konieczne byłoby wyemitowanie większej liczby papierów skarbowych, aby deficyt sfinansować.
Dzisiaj dowiemy się, o ile wzrósł PKB w pierwszym kwartale oraz ile w maju wyniosła stopa bezrobocia. Obie informacje nie powinny znacząco wpłynąć na poziomy rynkowe.
W czwartek wreszcie zobaczyliśmy nieco lepsze dane z USA. Wskaźniki wyprzedzające koniunktury poprawiły się bowiem, i to bardziej, niż oczekiwano, a liczba nowo zarejestrowanych bezrobotnych wciąż utrzymuje się na poziomie poniżej 400 tysięcy. Poza tym wzrósł deficyt handlowy, co świadczy o wzroście popytu wewnętrznego (większy import).