Najbliższe miesiące przyniosą odpowiedź, jak dużo złych kredytów jest w portfelach banków. Na razie trudno przewidzieć, co może się stać - podobnie jak było to w przypadku Stoczni Szczecińskiej. Żaden z banków, który pożyczał pieniądze holdingowi stoczniowemu nie utworzył po I kwartale tego roku rezerw na jego upadłość lub na nie spłaconą pożyczkę. Podobnie i teraz, w wynikach za II kwartał banki mogą nie informować o swoich problemach z kredytami aż do momentu kolejnego "zaskakującego" bankructwa któregoś z dłużników.

A sytuacja polskich przedsiębiorstw nie wygląda zbyt ciekawie - zwłaszcza gdy zestawimy ją z rosnącą liczbą wniosków o upadłość. W roku 2000 było ich 4442. Rok temu już 6448. To rekord od 1990 roku, kiedy zaczęto prowadzić takie statystyki. Zdaniem specjalistów, w tym roku wniosków o upadłość oraz samych bankructw będzie znacznie więcej. A więcej upadłości oznacza więcej zagrożonych lub nie spłaconych kredytów.

Analitycy uważają, że zagrożeniem dla wyników sektora bankowego są nie tylko kredyty korporacyjne. Coraz gorzej prezentuje się segment kredytów detalicznych - zwłaszcza udzielanych w ROR oraz ratalnych. To wynik działań banków z przeszłości - kiedy pożyczek udzielano bez selekcji i odpowiednio wysokich zabezpieczeń. - Inwestorzy na pewno będą teraz przyglądać się, jakie rezerwy utworzą banki. Spodziewam się, że będą one wysokie, co na pewno nie zachęci inwestorów do kupowania akcji. Czy poziom rezerw będzie jednak odpowiedni? W I kwartale tego roku, mimo że z pozoru wydawały się bardzo duże, i tak okazały się niewystarczające - powiedział Andrzej Powierża, ekonomista BRE Banku.

Ostatnie spadki sektora bankowego na GPW spowodowane były odwrotem inwestorów zagranicznych. Uciekali nie tylko z Polski. Spadały akcje na giełdzie w Budapeszcie (przede wszystkim największego banku OTP) oraz w Pradze (Komercni Banka). Czy po ostatnich spadkach w tym sektorze można liczyć na ich odreagowanie? Analitycy są sceptyczni. - Jakość portfela kredytowego banków jest coraz gorsza od ponad roku. Nie ma też pewności, że za chwilę nie wypłynie na światło dzienne kolejny "rodzynek" typu Stocznia Szczecińska lub Wschodni Bank Cukrownictwa. Akcje banków w tej chwili nie powinny już dużo tracić na wartości - ale raczej nie ma co liczyć na znaczące wzrosty w tym sektorze. Dla inwestorów stał się on po prostu obarczony zbyt dużym ryzykiem - komentuje Artur Szeski z CDM Pekao SA.

Choć na rynku akcji wartość indeksów spada, w segmencie obligacji trwa hossa. Ceny papierów dłużnych przekroczyły wartość nominalną (100 zł). Zdaniem specjalistów, uwzględniają one w tej chwili obniżkę stóp procentowych nawet o 100 pkt. Papiery dłużne w dalszym ciągu są bardziej atrakcyjne od lokat. Zdaniem fachowców, dla osób, które chcą zainwestować na dłużej, jedną z bardziej atrakcyjnych propozycji są dwuletnie zerokuponowe obligacje SP o oprocentowaniu rocznym 8,3%. Żaden z banków nie proponuje lepszych warunków - dodatkowo z zysku, z tych papierów, które kupimy na Giełdzie Papierów Wartościowych, nie zapłacimy podatku, jak w przypadku lokat.