- Rada Ministrów przyjęła decyzję Marka Belki do wiadomości, wyrażając mu szacunek i podziękowanie - powiedział.
Jednak tym zapewnieniom nie wierzyli obecni na konferencji dziennikarze, którzy dopytywali się, czy rzeczywistą przyczyną rezygnacji nie był konflikt wokół przyszłorocznego deficytu budżetowego. W pierwotnych założeniach bowiem była mowa o deficycie ponad 46 mld zł. Te informacje dementował potem sam Belka, twierdząc, iż deficyt nie będzie większy niż 40 mld zł. Jednak nie udało mu się nakłonić rządu do takiej koncepcji - Rada Ministrów przyjęła bowiem wczoraj, iż deficyt w przyszłym roku wyniesie 43 mld zł.
Marek Belka stwierdził, że nie poszło o deficyt. Zapowiedział, iż nie będzie więcej odpowiadał na pytanie o powody swojej rezygnacji.
- Jeśli zostanę o to zapytany, powiem "no comments" - stwierdził.
Natychmiast po publikacji informacji o rezygnacji Marka Belki inwestorzy i analitycy zaczęli się zastanawiać, kto będzie jego następcą. Na "giełdzie" pojawiły się nazwiska - Dariusza Rosatiego, członka Rady Polityki Pieniężnej i byłego ministra spraw zagranicznych, Marka Borowskiego, obecnego marszałka Sejmu, który był już ministrem finansów, Witolda Orłowskiego, doradcy prezydenta, Marka Wagnera, szefa Kancelarii Premiera, oraz Grzegorza Kołodki, byłego szefa MF. Jednak, jak powiedział premier Leszek Miller, na razie ministrem finansów pozostaje Marek Belka.
- Przypominam, iż obecny minister finansów pełni swoją funkcję do chwili przyjęcia jego rezygnacji przez prezydenta - powiedział. - Dzisiaj przygotuję odpowiedni wniosek, a to, kiedy zostanie on przyjęty, zależy od prezydenta. Obecnie nie ma jeszcze następcy pana Belki, ale w tej sytuacji pośpiech jest wskazany i postaram się przedstawić jego nazwisko tak szybko jak będę mógł.