Reklama

Nie ma ministra, są założenia

Marek Belka, wicepremier i minister finansów, podał się do dymisji. Jak sam zapewniał, rezygnację złożył z powodów osobistych, a nie ze względu na konflikt wokół wielkości przyszłorocznego deficytu budżetowego. Jednak nie udało mu się przeforsować deficytu poniżej 40 mld zł. Rada Ministrów przyjęła bowiem założenia do projektu budżetu na 2003 r. i zdecydowała, że deficyt wyniesie 43 mld zł.

Publikacja: 03.07.2002 08:48

Rezygnację Marka Belki rynki przyjęły dość spokojnie - cena dolara wzrosła z

4,0406 zł do 4,067 zł, a euro z 3,9861 do 4,0067 zł. Spadły także ceny obligacji skarbowych - papiery pięcioletnie staniały ze 103,2 zł do 102,3 zł.

Kołodko znowu ministrem?

- Powody mojej rezygnacji są natury osobistej - powiedział Marek Belka, wicepremier i minister finansów, na konferencji prasowej. - Po prostu przez 8 miesięcy mojego udziału w tym rządzie wypalił się mój potencjał energetyczny. Praca w tym rządzie była dla mnie powodem do dumy.

Również premier Leszek Miller komplementował swojego podwładnego.

Reklama
Reklama

- Rada Ministrów przyjęła decyzję Marka Belki do wiadomości, wyrażając mu szacunek i podziękowanie - powiedział.

Jednak tym zapewnieniom nie wierzyli obecni na konferencji dziennikarze, którzy dopytywali się, czy rzeczywistą przyczyną rezygnacji nie był konflikt wokół przyszłorocznego deficytu budżetowego. W pierwotnych założeniach bowiem była mowa o deficycie ponad 46 mld zł. Te informacje dementował potem sam Belka, twierdząc, iż deficyt nie będzie większy niż 40 mld zł. Jednak nie udało mu się nakłonić rządu do takiej koncepcji - Rada Ministrów przyjęła bowiem wczoraj, iż deficyt w przyszłym roku wyniesie 43 mld zł.

Marek Belka stwierdził, że nie poszło o deficyt. Zapowiedział, iż nie będzie więcej odpowiadał na pytanie o powody swojej rezygnacji.

- Jeśli zostanę o to zapytany, powiem "no comments" - stwierdził.

Natychmiast po publikacji informacji o rezygnacji Marka Belki inwestorzy i analitycy zaczęli się zastanawiać, kto będzie jego następcą. Na "giełdzie" pojawiły się nazwiska - Dariusza Rosatiego, członka Rady Polityki Pieniężnej i byłego ministra spraw zagranicznych, Marka Borowskiego, obecnego marszałka Sejmu, który był już ministrem finansów, Witolda Orłowskiego, doradcy prezydenta, Marka Wagnera, szefa Kancelarii Premiera, oraz Grzegorza Kołodki, byłego szefa MF. Jednak, jak powiedział premier Leszek Miller, na razie ministrem finansów pozostaje Marek Belka.

- Przypominam, iż obecny minister finansów pełni swoją funkcję do chwili przyjęcia jego rezygnacji przez prezydenta - powiedział. - Dzisiaj przygotuję odpowiedni wniosek, a to, kiedy zostanie on przyjęty, zależy od prezydenta. Obecnie nie ma jeszcze następcy pana Belki, ale w tej sytuacji pośpiech jest wskazany i postaram się przedstawić jego nazwisko tak szybko jak będę mógł.

Reklama
Reklama

Prezydent Aleksander Kwaśniewski w specjalnym komunikacie stwierdził, iż podpisze rezygnację Marka Belki po "rozmowach z prezesem Rady Ministrów oraz rozpatrzeniu sprawy następstwa".

Za duży deficyt...

Szybka decyzja o powołaniu nowego ministra finansów jest o tyle konieczna, iż będzie on kontynuował prace nad przyszłorocznym budżetem i będzie też odpowiedzialny za jego wykonanie. Rada Ministrów przyjęła wczoraj także założenia do ustawy budżetowej na 2003 r.

Michał Tober, rzecznik prasowy rządu, powiedział, iż założenia te zostały przyjęte jednogłośnie. Jednak Marek Belka stwierdził, iż ministrowie nie byli zadowoleni z kształtu wszystkich założeń.

- To niezadowolenie przyjmuję z radością, gdyż Rada Ministrów uznała, iż deficyt budżetowy w obecnym kształcie jest za wysoki i powinien być nie większy od tegorocznego, czyli nie przekroczyć 40 mld zł - powiedział Marek Belka zanim jeszcze premier poinformował o jego rezygnacji. - Dlatego minister finansów został zobowiązany do zwiększenia dochodów budżetu poprzez zwiększenie ściągalności podatków, wypełniania luk w systemie podatkowym oraz ponowne oszacowanie wpływów budżetowych.Wydatki przyszłorocznego budżetu wyniosą 192,5 mld zł, a dochody - 149 mld zł. Deficyt budżetu centralnego w wysokości 43 mld zł ma stanowić 5,5% PKB. Deficyt ekonomiczny wyniesie zaś 4,5% PKB, a więc tyle samo, ile w roku bieżącym. Rząd liczy, iż kolejne lata pozwolą na zmniejszenie deficytu ekonomicznego, tak aby w roku 2005 spadł on poniżej 3% PKB.

W przyszłym roku planowane jest przyspieszenie tempa wzrostu PKB do 3,1%. W tym roku, według budżetu, ma być to 1%. Mimo szybszego wzrostu gospodarczego, rząd nie spodziewa się przyspieszenia inflacji - ma ona wynieść 3% średniorocznie. Założony został spadek średniorocznej stopy interwencyjnej z 8,7% w tym roku do 7,2% w roku przyszłym. Obecnie stopa interwencyjna wynosi 8,5%.

Reklama
Reklama

Deficyt utrudni redukcje stóp

Jednak ten szacunek rządu może okazać się chybiony. Cezary Józefiak, członek Rady Polityki Pieniężnej, nie krył niezadowolenia z poziomu deficytu budżetowego, ustalonego przez rząd.

- Polityka pieniężna dostosowuje się do warunków tworzonych przez politykę fiskalną - powiedział Reutersowi. - Teraz grozi nam wyraźne zwolnienie tempa obniżania stóp.

Bardziej ostrożny był inny członek RPP - Grzegorz Wójtowicz.

- Chciałbym zwrócić uwagę, że to wstępna faza prac nad budżetem - powiedział. - Do tej pory pojawiały się różne wielkości prognozowanego deficytu, podana wczoraj również może się zmienić. Proszę pamiętać, że nowy minister finansów może zaproponować własny projekt budżetu.

Reklama
Reklama

Prace nad budżetem będą się toczyć przez całe wakacje. Zgodnie z prawem, projekt ustawy budżetowej powinien trafić do Sejmu przed końcem września.

č Komentarz

Łukasz Kwiecień

[email protected]

Poczynania obecnego rządu zaczynają przerażać coraz bardziej. Dymisja wicepremiera Marka Belki, choć tłumaczona bardzo sprytnie wypaleniem energetycznym, to fatalny sygnał. Kasa nie chce się w żaden sposób domknąć - pozbyto się księgowego. Bo widać nie chciał stosować tak modnych w ostatnich latach kreatywnych metod księgowych. I widać zapomniano, jak taka twórcza księgowość się kończy.

Reklama
Reklama

Koalicja naobiecywała tyle, że hej. Z obietnic - na razie nici. Gospodarka ledwo zipie. Bezrobocie kwitnie. Zamiast realnych działań, mamy koncert jęków i absurdalną wręcz nagonkę na bank centralny. Teraz do tego dołączono zapisywanie w budżecie 2003 r. ogromnego deficytu. Papier jest cierpliwy. Inwestorzy i rynki mniej. Za ekonomiczną ignorancję polityków zapłacimy wszyscy.

Rozdęcie budżetu i zadłużanie państwa po uszy zabija nie tylko finanse publiczne, ale i przedsiębiorstwa. Nie mają one od kogo pożyczać taniego pieniądza na rozwój, gdyż banki i inwestorzy - kupując emitowane hurtowo obligacje i bony skarbowe - wolą finansować rosnący dług państwa. Ale tylko do czasu. W pewnym momencie nawet państwo nie ma już od kogo pożyczać.

Enron, WorldCom... Kolej na Polskę?

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama