2001 r. był rokiem o największej liczbie bankructw. Wartość aktywów, które zostały na mocy Rozdziału 11 amerykańskiego prawa upadłościowego poddane ochronie przed wierzycielami, wyniosła wtedy 260 mld USD. Najbardziej spektakularny był, oczywiście, upadek koncernu energetycznego Enron, którego aktywa oszacowano na 63,4 mld USD. W pierwszej połowie br. wnioski o upadłość złożyło 113 firm, a łączna wartość ich aktywów sięga już 150 mld USD. W grupie tej znaleźli się tacy dawni potentaci, jak Adelphia Communications i Global Crossing czy specjalizująca się w handlu detalicznym firma Kmart. Analitycy spekulują, że niebawem bankructwo może też ogłosić kolejny gigant telekomunikacyjny - WorldCom, którego aktywa ocenia się aż na 108 mld USD.
Wśród powodów, dla których wciąż rośnie liczba bankructw w USA, wymienia się przede wszystkim ubiegłoroczne schłodzenie gospodarcze, wiele skandali księgowych w firmach oraz pęknięcie w 2000 r. tzw. internetowej bańki i bessę na giełdzie. Najbardziej dekoniunkturę odczuły właśnie spółki kojarzone z nowoczesnymi technologiami, a szczególnie telekomy.
- Najgorsze jeszcze przed nami. Nie sądzę, żeby liczba bankructw zmalała w ciągu najbliższych dwóch lat - ostrzega cytowany przez Bloomberga Ken Buckfire z banku inwestycyjnego Miller, Buckfire Lewis & Co. - Nigdy nie widziałem, by liczba spektakularnych bankructw skoncentrowała się w tak krótkim okresie - powiedział z kolei David Heiman, prawnik z firmy Jones, Day, Reavis & Pogue.
Edward Altman, profesor finansów z uniwersytetu nowojorskiego, wskazuje na sprawdzoną metodę przewidywania liczby upadków spółek publicznych. Jego zdaniem, ok. trzy czwarte firm, których rating kredytowy obniżono do poziomu śmieciowego, zgłasza wniosek o upadłość. Uwzględniając takie założenia, liczbę bankructw w tym roku można oszacować na ok. 300.