Tak się śmieją wariaci - pukała się w czoło moja koleżanka, gdy płakałem ze śmiechu słuchając pseudoekonomicznych wywodów i bredni polityków. "Gospodarka według małego Jasia" - taką książkę można by napisać z samych cytatów kolesi trudniących się - o zgrozo - zawodowo tzw. polityką. W środę kolejną porcję absurdu zaserwowano nam przy okazji dyskusji o nowych, radosnych pomysłach ministrów. I tak np. usiłowano przekonać ludzi, że dotacja do lekarstw za złotówkę nie będzie wydatkiem budżetu (podatników) tylko... kas chorych. Dobre, ciekawe tylko skąd kasy chorych mają pieniądze, jak nie od podatników...? Równie dużo śmiechu wywołał z pozoru wielce szlachetny, ale de facto zalatujący surrealizmem, pomysł dopłat do kredytów mieszkaniowych - niby fajnie, tyle że jakoś nie chciano za bardzo nagłaśniać, kto za ten gest robotniczo-ludowego rządu zapłaci. Bo zapłacimy wszyscy.

No więc jest śmiesznie. Ale tak na poważnie - to śmiechu nie ma. Wciskanie ludziom kitu osiąga nowe poziomy. Mnie najbardziej porażają faceci, którzy co prawda mają kłopoty z jako tako poprawną polszczyzną, ale usiłują się wymądrzać na wszystkie możliwe tematy. Oczywiście, przede wszystkim na tematy ekonomiczne, bo wydaje im się, że nic prostszego od ekonomii nie ma. Nie tak dawno, jedna z takich sierotek poszła śmiało w swoim bajdurzeniu bardzo agresywnie twierdząc, że wszystkie podręczniki ekonomii zalecają ostre cięcie stóp procentowych w celu pobudzania gospodarki. Najgorsze jest to, że z nawiedzonymi, niedouczonymi i zwyczajnie aroganckimi cwaniakami, których pełno w polskiej polityce, nie sposób dyskutować. Oni nie słuchają, bo wiedzą, że nie muszą. A nawet jakby chcieli słuchać, to nic nie zrozumieją. A na domiar złego - mają lekkomyślnie przyznany im przez wyborców mandat, który stanowi dla nich zachętę do dzikich wyczynów. W tym do wygadywania bzdur i mącenia ludziom w głowie.

No więc, jak mówiłem, faktycznie śmiechu nie ma. Politycy czynią spustoszenie w głowach ludzi. Jest to fatalne zwłaszcza w czasie konstruowania budżetu na kolejny rok. Ale tak naprawdę niestworzone opowieści pseudoekonomiczne robią wodę z mózgu przeciętnego obywatela każdego dnia. A efekty są np. takie: jeden z taksówkarzy zaczął mi opowiadać, że wszystko przez tych liberałów. Bo - i tu mnie zatkało - wystarczy przecież tylko KAZAĆ bankom i funduszom emerytalnym kupić 20-letnie obligacje. I kasy jak lodu, a spłacać nie trzeba, bo przecież za 20 lat to nie wiadomo co będzie. - O w mordę - jęknąłem. Taksiarz nie wymyślił tego sam. Pewnie usłyszał to od jakiegoś polityka. Usłyszał i uwierzył. I teraz tym absurdem usiłuje zarażać swoich klientów. Siejąc spustoszenie mentalne.

Buhahahaha... Z Was się śmieję. Z siebie także. Choć śmiechu nie ma.