Bezpośrednią przyczyną tych zmian była zapowiedź jednego z trzech ugrupowań tworzących koalicję rządową - prawicowej partii nacjonalistycznej, że podejmie formalne kroki zmierzające do przeprowadzenia przedterminowych wyborów do parlamentu. Jej przewodniczący, a zarazem wicepremier, Devlet Bahceli, uważa, że należy przerwać spekulacje na temat słabości obecnego gabinetu, gdyż może to utrudnić realizację programu uzdrowienia tureckich finansów, wspieranego przez MFW. Instytucja ta przyznała rządowi w Ankarze pomoc przekraczającą 30 mld USD.
Inicjatywa partnera koalicyjnego jest ciosem dla premiera Bulenta Ecevita, którego zły stan zdrowia stał się powodem destabilizacji politycznej. Ponadto w rządzie pojawiły się różnice zdań na temat zmian, jakich należy dokonać przed rozpoczęciem rokowań dotyczących przystąpienia do Unii Europejskiej.
Uczestnicy międzynarodowych rynków finansowych obawiają się, by odejście Bulenta Ecevita nie stworzyło próżni politycznej. Nie wiadomo też, czy przyspieszone wybory wyłonią dostatecznie silną koalicję rządową.
Zdaniem niektórych ekspertów, warunki panujące w Turcji przypominają sytuację w Brazylii. Tam również doszło wczoraj do dalszego spadku notowań obligacji rządowych, gdy okazało się, że coraz większa popularność nastawionego populistycznie kandydata opozycji może mu zapewnić zwycięstwo w październikowych wyborach prezydenckich.