Na razie byki starają się bronić tej bariery, ale ich próby trudno uznać za przekonujące. W bardziej optymistycznym wariancie w najbliższym czasie można więc co najwyżej spodziewać się konsolidacji rynku, jednak biorąc pod uwagę słabość popytu należy liczyć się z tym, iż podaż zdoła uporać się z tym obszarem.
Oznaki poważnej słabości
W ostatnim czasie doszło na rynku do wzrostowego odreagowania, ale zapewne nie takiego odbicia wielu inwestorów oczekiwało. Biorąc pod uwagę skalę ostatniej przeceny, był to dość mizerny ruch, co potwierdza, że na razie popyt jest zbyt słaby, by w najbliższym czasie spodziewać się większego punktu zwrotnego. Malejące podczas zwyżki obroty także zdają się sugerować, że była ona raczej wynikiem cofnięcia się podaży niż większego ożywienia popytu.
Skuteczną zaporą dla wzrostów okazały się już pierwsze z ważniejszych oporów w postaci 23,6-proc. zniesienia spadków z II połowy maja br., położonego na poziomie 1220 pkt. oraz dolnej linii kanału spadkowego, biegnącej obecnie na wysokości 1235 pkt. W tej sytuacji niedźwiedzie nie miały większego problemu, by ponownie sprowadzić indeks WIG20 w okolice minimum z 3 lipca br., a czarne świece z ostatnich dni nie pozostawiają raczej wątpliwości, że to właśnie podaż dominuje aktualnie na rynku.
Powyższe dno znajduje się z kolei w obrębie silnego obszaru wsparcia w przedziale 1146-1172 pkt., wyznaczonego przez dołek wyższego rzędu z połowy grudnia ub.r. oraz 61,8-proc. zniesienia fali wzrostowej, trwającej od września ub.r. do końca stycznia br. Jest to kluczowa, z punktu widzenia zarówno krótkiego jak i średniego horyzontu inwestycyjnego, strefa i jest wysoce prawdopodobne, że od wyniku jej testu zależeć będzie kierunek, w którym podążać będzie rynek przynajmniej w perspektywie najbliższych tygodni.