Wczorajsza sesja przyniosła nieco oddechu posiadaczom długich pozycji. Przez kilka ostatnich tygodni raczej im się nie wiodło. Trend spadkowy był na tyle silny, że wszelkie próby wykreślenia większej korekty kończyły się fiaskiem. Wczoraj było inaczej.
Cała sesja to właściwie systematyczny wzrost notowań kontraktów. Poziom otwarcia okazał się poziomem minimum sesji - zamknięcie poziomem maksimum. Jak widać na wykresie, popyt był na tyle silny, że w ciągu zaledwie jednej sesji udało się podnieść ceny dokładnie na wysokość kanału spadkowego. Sesję zaczęliśmy przy jego dolnym ograniczeniu, a skończyliśmy przy górnym. Wzrost nie był równomierny. Przez jakiś czas ceny wahały się w okolicy średniej kroczącej. Do tej pory jej poziom był skutecznym oporem. Wydawało się, że tak będzie i tym razem. Popyt jednak był zbyt zdeterminowany i w końcu średnia została pokonana. To był już kolejny pozytywny sygnał tej szczególnej sesji.
Mimo że bykom się wczoraj powiodło, to nie wolno popadać w euforię. Wprawdzie wzrost robi wrażenie, ale najważniejszy opór nie został jeszcze pokonany. Mowa oczywiście o górnym ograniczeniu kanału, które obecnie znajduje się na poziomie ok. 1195 pkt. To ten poziom zadecyduje, czy wczorajsza zwyżka była wstępem do większej korekty, czy też tylko ruchem w ramach kanału spadkowego. Przypomnę, że wybicie z kanału górą powinno spowodować reakcję wielu graczy. Wtedy bowiem gracze średnioterminowi mogą się skusić na realizację zysków przez zamknięcie krótkich pozycji, a gracze o krótkim horyzoncie inwestycyjnym - na otwarcie długich pozycji, mając w perspektywie wystąpienie korekty całej fali spadkowej. Wybicie z kanału powinno skutkować ruchem równym co najmniej jego wysokości, czyli ok. 45 pkt. W sam raz, by się zbliżyć do luki bessy z końca czerwca.