Wtorkowy byczy rajd rozgrzał głowy niektórych inwestorów. W końcu wiele wskaźników wygenerowało sygnały kupna, a utrzymujące się od kilku dni pozytywne dywergencje także wnoszą nieco optymizmu. Do tego udało się po raz pierwszy od początku czerwca pokonać średnią kroczącą z 55 sesji.
Przed wczorajszymi notowaniami byki miały już tylko jedną przeszkodę - górne ograniczenie kanału spadkowego. Jak widać na wykresie kontrakty doszły niemal idealnie do punktu, gdzie przebiega górne ograniczenie kanału i tam zawróciły. Analogiczne zachowanie można było zaobserwować w przypadku indeksu, który testował jedną z linii trendu spadkowego. Po odbiciu od tych oporów do końca sesji trwał systematyczny spadek, a wszyscy ci, którzy liczyli, że bez żadnej konsolidacji rynek jest w stanie wykreować mocną korektę, srodze się zawiedli. Zbyt duży nawis podażowy czeka byki, by ruszyć natychmiast do dynamicznych wzrostów.
Czy to przekreśla szansę na jakikolwiek ruch do góry? Absolutnie nie, ale tak mocne korekty, jak we wtorek, zawsze będą prowokować bądź do realizacji zysku, bądź do wyjścia spóźnialskich ze stratnych pozycji. Po tak dużej fali spadkowej, większe odbicie wymaga najpierw konsolidacji. Dalej jestem zdania, że obecna fala spadkowa ma się ku końcowi (także na rynkach zagranicznych), ale dopóki przynajmniej nie wyjdziemy z kanału spadkowego, długie pozycje niosą ze sobą znacznie więcej ryzyka niż potencjalnego zysku. Obecnie najbardziej prawdopodobny jest dalszy ruch w ramach kanału, który mógłby być uznany za niezbędną do korekty konsolidację. Niebezpieczeństwem jest tutaj możliwość porażki dość ważnego wsparcia na 1150 pkt., oraz zwiększona zmienność rynku, która po kilku dniach emocjonowania inwestorów zagranicznych zawitała też na GPW.