Lepiej żyć w przeświadczeniu, że się jest pięknym i zdrowym, niż brzydkim i głupim. Dzięki kreatywnemu księgowaniu w spółkach obdarto jednak ze złudzeń tysiące amerykańskich inwestorów. Pozostali zaczynają się zastanawiać, na ile zainfekowane są ich własne rynki kapitałowe i na wszelki wypadek wycofują się z inwestycji. Chcąc nie chcąc oni także obdzierani są ze złudzeń, gdyż na fali powszechnego odwrotu od rynku akcji tracą pieniądze i nadzieję na przyszłe profity. Czują się okradzeni i wykorzystani.

Każdą zarazę trzeba skutecznie likwidować, bo szybko się rozprzestrzenia i infekuje zdrowe sztuki. Jeśli nie da się jej pokonać medykamentami, to należy całe chore pogłowie wyciąć i pogodzić się ze stratami. Obecną sytuację na rankach kapitałowych można porównać z sanitarną redukcją hodowli bydła. Pod nóż idą wielkie, jeszcze nie tak dawno dobrze obiecujące sztuki, które z dnia na dzień traciły na wadze i obecnie zasuszone nie mogą utrzymać się na chuderlawych nóżkach. Przy nich padają mniejsze okazy oraz - jeszcze nie tak dawno - dobrze obiecujące byczki nowej ekonomii. Niechęć do zakupu krów jest powszechna i jeszcze trochę wody upłynie, zanim powrócą one do łask konsumentów.

Jest to operacja krwawa i bezwzględna, ale jak pokazuje historia oczyszczająca oraz potrzebna. Rzeźnie zatem pracują pełną parą od Londynu i Frankfurtu po Nowy York. Proces przetrzebienia stada nie ominął także GPW. Poczciwe krasule to oczywiście spółki giełdowe, które ostatnio mocno nam podupadły na zdrowiu. Jene już dawno zaprzestały dawać mleko (dywidenda), choć były dobrze karmione przez inwestorów, inne obrosły tłuszczem zaciągniętych zobowiązań i ledwo utrzymują się na nogach pod ich ciężarem.

Epidemia zaczęła się od Stanów Zjednoczonych, gdzie w ubiegłym roku wykryto pierwszy przypadek Choroby Twórczej Księgowości (tzw. CTK) i tam zbiera ona największe żniwo. Okazało się, że badający okresowo krasulę o imieniu Enron jeden z największych weterynarzy świata, niejaki Andersen, świadomie wydawał błędne diagnozy. Twierdził, że nieboraczka jest w jak najlepszej kondycji i nadal dobrze karmiona będzie przynosić swoim właścicielom dużo korzyści. Pudrował jej nosek, robił lifting i udowadniał, że jej piękne wymiona to żaden silikon, tylko jak najbardziej naturalny produkt. Ona na zewnątrz wyglądała naprawdę dobrze i nikt nie przeczuwał, że kaszle już od wielu miesięcy. Gdy prawda o jej kondycji wyszła na jaw, warta 63 mld USD krowa padła. W ostatnim tchnieniu walnęła kopytami weterynarza Andersena, grzebiąc go pod ciężarem swych wielkich wymion, z których miał tak dużo pożytku. Wkrótce okazało się, że podpicowanych pięknych krów i jałówek jest znacznie więcej. Ostatni upadek wartej 104 mld USD superkrowy WorldCom odbija się czkawką we wszystkich światowych stadach, w tym polskiej zagrodzie liczącej ponad 200 sztuk giełdowych spółek. Jest ono w coraz słabszej kondycji i gdyby nie OFE, które chcąc nie chcąc muszą inwestować w nasze stado, prawdopodobnie już bylibyśmy bliżej poziomu z końca krachu po załamaniu spekulacyjnej bańki w 1994 r. (580 pkt). Jak długo może trwać sanitarne czyszczenie i jak będzie głębokie? Obawiam się, że jeszcze sporo krwi się poleje.

Mam nadzieję, że nie będzie to jednak krew przelana na próżno. "I po nocy przychodzi dzień i po burzy spokój" - śpiewał Krzysztof Cugowski i tej tezy będę się trzymał. Dzisiejsze ofiary stanowić będą podręcznikowe przestrogi na przyszłość.