- Nasza ocena dla Polski jest nadal stabilna, podtrzymujemy rating na poziomie BBB+. Wielokrotnie zwracaliśmy jednak uwagę, że obawiamy się o stan polskich finansów publicznych. To, co usłyszeliśmy do tej pory od nowego ministra finansów, niewiele wyjaśnia. Kluczowy w tym momencie jest projekt budżetu na przyszły rok - powiedział PARKIETOWI James McCormack odpowiedzialny za ratingi państw w Fitch Ratings. - Prawdopodobieństwo obniżenia oceny Polski będzie większe, jeżeli okaże się, że rząd nic nie robi, żeby ograniczyć rosnący poziom długu w relacji do PKB - dodał.
Według Leszka Balcerowicza, szefa NBP, dług publiczny wyniesie na koniec tego roku 49,5% PKB, wobec 41,9% w roku 2001. Wzrostu zadłużenia do poziomu nieznacznie poniżej połowy produktu krajowego oczekują też ankietowani przez PARKIET analitycy.
- Spodziewam się, że wyniesie ono ok. 48,5% PKB - mówi Marek Zuber, niezależny ekonomista. - Nasze prognozy zbliżone są do szacunków NBP - twierdzi Krzysztof Rybiński, ekonomista BPH PBK. Arkadiusz Krześniak, ekonomista Deutsche Banku, uważa, że dług publiczny wyniesie nieco ponad 48% PKB.
Prawie pewne wydaje się natomiast to, że w przyszłym roku przekroczy on poziom 50% PKB. Jeśli to nastąpi, to zgodnie z ustawą o finansach publicznych, rząd będzie musiał podjąć tzw. procedury ostrożnościowe. Polegają one m.in. na tym, że w budżecie na następny rok nie będzie można zwiększyć relacji deficytu do dochodów. W ostateczności, gdy dług publiczny przekroczy 60% PKB, rząd musi przygotować na kolejny rok zrównoważony budżet, czyli bez deficytu.
- Spodziewam się, że w przyszłym roku dług publiczny przewyższy połowę PKB. Będzie to spowodowane bardzo wysokim deficytem budżetowym, małymi wpływami z prywatyzacji oraz wzrostem rządowych poręczeń i gwarancji - mówi Katarzyna Zajdel-Kurowska, ekonomistka Banku Handlowego. - Przekroczenie poziomu 50% PKB jest bardzo realne - uważa K. Rybiński z BPH PBK. Jego zdaniem, wiele zależeć będzie od kształtowania się kursu złotego, który przekłada się na wysokość zadłużenia zagranicznego. - Być może wzrośnie on nawet do 55% - twierdzi A. Krześniak z Deutsche Banku. Jego zdaniem, dużym zagrożeniem jest sektor pozabudżetowy, którego zadłużenie może się zwiększyć w związku z wyborami samorządowymi.