Powróćmy na początek do wydarzeń piątkowych, do Sejmu, do prezentacji przez wicepremiera Grzegorza Kołodkę trzech projektów ustaw dotyczących tak zwanego pakietu antykryzysowego - tak się przyjęło mówić...
Leszek Miller: - Ten plan nazywa się planem działań antykryzysowych w sferze ochrony rynku i miejsc pracy. (...) Obserwujemy pogorszenie warunków ekonomicznych, ograniczenie zdolności akumulacyjnych i rozwojowych wielu przedsiębiorstw, także malejące możliwości pozyskiwania kredytów. Do tego można też dodać brak szans na egzekucję rozmaitych należności - po prostu one są nieściągalne - i wreszcie wysokie zadłużenie przedsiębiorców z tytułu należności publiczno-prawnych. To wszystko prowadzi do groźby upadłości przedsiębiorstw i wzrostu bezrobocia. Otóż wobec tych wyzwań trzeba stanąć oko w oko i plan ministra Kołodki wychodzi naprzeciw tym zagrożeniom.
Krytycy niektórych z tych rozwiązań powiadają, że jednak są zakłady pracy, zwłaszcza te duże państwowe molochy, które nie są w stanie wpłacić nawet tych 15%. O ile program restrukturyzacyjny to może złożą, ale tych pieniędzy nigdy nie znajdą, po prostu nie stać ich na to.
Leszek Miller: - Jeżeli tak, to by oznaczało, że nie mogą korzystać z programu restrukturyzacji długów, bo tu muszę wyraźnie powiedzieć, że program premiera Kołodki osadza się na przekonaniu coś za coś. Jest propozycja, z której może przedsiębiorstwo skorzystać, ale samo musi wykazać aktywną postawę (...)
A kto będzie ustalał, Panie Premierze, który zakład jest szczególnie ważny dla gospodarki narodowej? Czy to będzie jakaś lista stworzona w Ministerstwie Finansów, czy to będzie dobra wola urzędnika? Kto będzie o tym decydował?