Wczoraj staniało tylko złoto, natomiast ropa naftowa i miedź nieco zdrożały.

O zwyżce ceny ropy zdecydowało to, że obawy o wybuch konfliktu między USA i Irakiem przeważyły nad opiniami, że OPEC jeszcze w tym roku zwiększy wydobycie. Rynek zelektryzowała wypowiedź amerykańskiego sekretarza energii Spencera Abrahama, który zachęcał inne kraje zużywające dużo ropy do zwiększenia zapasów, aby zabezpieczyć się przed zakłóceniami w imporcie. Abraham zapewniał wprawdzie, że chodzi mu o "znaczny wzrost światowego popytu" w najbliższych 20 latach i o kwestię bezpieczeństwa energetycznego, ale analitycy i uczestnicy rynku inaczej zinterpretowali jego słowa. Ich zdaniem, wynika z nich, że w najbliższym czasie coś stanie się w Iraku.

Do lekkiej zwyżki ceny ropy przyczyniły się też wyniki rozmów między Rosją i OPEC. Nie sprawdziły się oczekiwania, że dojdzie między nimi do wojny cenowej. Rosja zapewniła, że będzie wspierała OPEC w jego dążeniach do stabilizacji ceny ropy na obecnym poziomie. W rezultacie po południu za baryłkę ropy gatunku Brent płacono w Londynie 25,20 USD, a więc o 1,2% więcej niż na poniedziałkowym zamknięciu.

Miedź zdrożała o 0,8%, do 1485 USD za tonę. Wprawdzie słabość giełd akcji i obawy o ponowną recesję w USA nie zwiększyły fizycznego popytu na ten metal, ale z drugiej strony, silne wyprzedanie rynku po ostatnich przecenach spowodowało lekką korektę.

Cena złota spadła wczoraj w Londynie po raz pierwszy od czterech dni, do czego przyczyniło się przede wszystkim umocnienie dolara wobec innych walut, co jak zwykle sprawiło, że stało się ono za drogie dla inwestorów spoza USA. Za uncję na popołudniowym fixingu płacono 305,75 USD, o 1,2% mniej niż w poniedziałek.