Zaczynam być do niego nastawiony coraz bardziej sceptycznie. Wiąże się to chociażby z ostatnimi doniesieniami z Europy. Na pewno popełnilibyśmy poważny błąd, gdybyśmy znaleźli się wśród państw, które jako pierwsze wprowadzają na rynek UMTS. Kraju takiego jak Polska na to po prostu nie stać.
Polkomtel, jeden z waszych konkurentów, zmniejszył o 200 tys. przewidywaną liczbę klientów na koniec 2002 r. oraz z prognozowanych 33 do 30% nasycenie rynku. Czy PTC również zmienia swe tegoroczne założenia?
Patrząc na opublikowane przez nas dane i wcześniejsze informacje konkurencji widać, że nasycenie rynku na poziomie 30% osiągnęliśmy już w czerwcu. My nie weryfikujemy swoich planów i założeń. Mogą zaistnieć zewnętrzne czynniki, które mogłyby wpłynąć na weryfikację prognoz, ale nadal jesteśmy optymistami. Wśród czynników, które wpływają na rozwój rynku telekomunikacyjnego, znajdują się przede wszystkim rozwiązania legislacyjne. Jeśli nikt nie będzie starał się zmienić istniejących warunków, to powinno być dobrze. Po wynikach operatorów telefonii komórkowej widać, że rynek jest daleki od nasycenia.
Wśród proponowanych zmian w prawie telekomunikacyjnym znajduje się zapis o konieczności rejestrowania użytkowników systemu pre-paid. Jak wejście w życie takiej regulacji wpłynęłoby na rynek?
Jej cel jest oczywiście jasny i trudno go negować. Jednak jego realizacja nie powinna iść tą drogą. Idąc nią bowiem dalej, tłumacząc się względami bezpieczeństwa, możemy wprowadzić rejestrację sprzedaży kart do automatów telefonicznych.
Jest tylko jeden kraj w Europie, w którym rejestrowani są użytkownicy pre-paid. Po wprowadzeniu u nas tego typu regulacji, chcący je obejść będą mogli kupić za granicą nierejestrowane karty pre-paid i przy istniejącym roamingu rozmawiać w Polsce praktycznie bez ograniczeń.