Według danych przedstawionych w miesięcznym raporcie Bundesbanku, produkt krajowy brutto Niemiec powiększył się w drugim kwartale zaledwie o 0,25% w stosunku do pierwszego kwartału. Ekonomiści spodziewali się wzrostu o 0,2% - takiego samego, jak w ciągu poprzednich trzech miesięcy. Zdaniem ekspertów banku centralnego, gospodarka niemiecka nie zdołała wyjść poza wstępną fazę ożywienia i zmaga się z nowymi, negatywnymi zjawiskami.

Produkcja w przemyśle i budownictwie zmniejszyła się po części wskutek strajków. Szczególnie niebezpieczny był jednak spadek popytu zagranicznego ze względu na wolniejszą, niż przewidywano, poprawę koniunktury w USA, dokąd kierowane jest 10% niemieckiego eksportu. Na domiar złego, od kwietnia rośnie kurs euro do dolara, pogarszając konkurencyjność wywozu. Tym samym bodźce zewnętrzne, które dały początek ożywieniu aktywności ekonomicznej w Niemczech, stały się bardzo słabe, grożąc zaprzepaszczeniem początkowych osiągnięć.

Potwierdzają to największy od września 2001 r. spadek zamówień w przemyśle, odnotowany w czerwcu, oraz pogorszenie w lipcu, przez drugi miesiąc z rzędu, nastrojów przedsiębiorców. Szczególny niepokój wzbudza bezrobocie, które stawia pod znakiem zapytania ożywienie popytu konsumpcyjnego. Wprawdzie w drugim kwartale zwiększył się on po raz pierwszy od dziewięciu miesięcy, ale przy olbrzymiej liczbie osób pozbawionych pracy, największej od trzech lat, konsumpcja może ulec zmniejszeniu. Obawom tym dał wyraz niemiecki związek banków prywatnych BDB.

Bezrobocie niepokoi również kanclerza Gerharda Schrödera. Socjaldemokraci tracą bowiem dystans do ugrupowań opozycyjnych w sondażach przed wrześniowymi wyborami.

Sytuacja gospodarcza Niemiec jest równie trudna, jak w innych krajach zachodnioeuropejskich. Według hamburskiego instytutu HWWA, wzrost w strefie euro może wynieść w tym roku 1,1% wobec 0,75% prognozowanych dla Niemiec przez ministra finansów Hansa Eichla.