Święto bankowe w Londynie spowodowało, że wczorajsze notowania na światowych rynkach surowcowych przebiegły w bardzo sennej, wakacyjnej atmosferze. Brakowało bowiem impulsów z Londyńskiej Giełdy Metali (LME), gdzie obraca się m.in. kontraktami na miedź, czy z Międzynarodowej Giełdy Petrochemicznej (IPE), europejskiego centrum obrotu ropą.

Stosunkowo największą aktywność inwestorzy wykazywali na rynku ropy naftowej. Na nowojorskiej giełdzie kupieckiej NYMEX baryłka ropy kosztowała na początku sesji 28,8 USD, o 15 centów więcej niż w piątek. Największy wpływ na notowania miały wciąż dwa czynniki - spadające zapasy paliw w USA oraz perspektywa konfliktu amerykańsko-irackiego zbrojnego. Wśród inwestorów niepokój wzbudziła wypowiedź prezydenta Wenezueli Hugo Chaveza. Stwierdził on, że podczas wrześniowego szczytu OPEC jego kraj nie poprze propozycji zwiększenia produkcji ropy, ponieważ jest ono obecnie na odpowiednim poziomie. Naciski na kartel, by zwiększył wydobycie, wywierają zarówno europejskie, jak i amerykańskie instytucje nadzorujące rynek energetyczny. Wskazują na zbliżający się sezon zimowy, kiedy popyt na ropę gwałtownie wzrasta.

Na nowojorskiej giełdzie COMEX uncja złota z dostawą w grudniu kosztowała na początku sesji ok. 309 USD, o 50 centów więcej niż na koniec notowań piątkowych. W transakcjach spot cena kształtowała się na poziomie 307,6 USD wobec 307 USD w końcu minionego tygodnia. Na tym samym nowojorskim rynku do najwyższego poziomu od trzech tygodni wzrosły na początku sesji notowania miedzi. Było to efektem zakupów dokonywanych przez fundusze, które przy małych obrotach doprowadziły do większej zmiany notowań. Zaraz po otwarciu giełdy miedź zdrożała o 0,7%.