Jak pisze "New York Times", po przegranym procesie wytoczonym Arthurowi Andersenowi przez federalną prokuraturę, z 28 tysięcy pracowników audytora pozostało trzy tysiące. Czternastopiętrowy biurowiec w Houston, który mieścił oddział firmy odpowiedzialny za audyt Enronu przypomina katakumby. Kiedyś zatrudniano tu 1700 pracowników. Pozostała setka. W piątek po raz ostatni zgaszą w nim światło ludzie Andersena.

Partnerzy, kierujący audytem klientów Andersena, w większości zmienili już miejsce pracy. Ale nie będą mogli łatwo uciec od przeszłości, bowiem ścigają ich procesy inwestorów, którzy stracili pieniądze na bankructwie kontrolowanego przez Andersena Enrona oraz telekomów - WorldCom i Global Crossing.

Głównym zajęciem zarządu Andersena stała się obsługa zobowiązań płatniczych, które powstają w efekcie zapadania niekorzystnych dla audytora wyroków. Przeciwnicy procesowi żądają o wiele większego odszkodowania, niż Andersen posiada środków finansowych.

Andersen nie zamierza jednak bankrutować, jego podstawowym atutem jest centrum szkoleniowe w miejscowości St. Charles. Korzystają z niego, na przykład, pracownicy spółki Accenture, w którą, dwa lata temu, przekształcił się dział konsultingowy Arthura Andersena.