W czwartek na rynku naftowym utrzymywała się atmosfera niepewności przed rocznicą ataku terrorystycznego na USA. Niepokój wzmagała coraz bardziej realna perspektywa wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie, która może utrudnić dostawy ropy z tego regionu. Oczekiwano, że prezydent George W. Bush zaapeluje w czwartek do ONZ o poparcie planowanej akcji przeciwko Irakowi, któremu USA zarzucają produkcję broni masowej zagłady. Tymczasem amerykańska flota wojenna ostrzegła przed atakami Al-Kaidy na tankowce. W tej atmosferze cena gatunku Brent z dostawą w październiku podniosła się w Londynie do 28,70 USD, baryłkę, tj. najwyższego poziomu od początku roku, z 28,49 USD dzień wcześniej, a w Nowym Jorku notowania ropy w handlu elektronicznym przekroczyły nawet 30 USD.
Rosnącemu napięciu towarzyszyła niepewność przed rozpoczynającą się 18 września konferencją państw OPEC w sprawie wielkości wydobycia tego surowca. Na razie tylko Arabia Saudyjska zapowiada zwiększenie dostaw, aby zrównoważyć spodziewany niedobór, gdy dojdzie do przerwania eksportu ropy przez Irak.
Podobne nastroje utrzymywały się na rynku metali szlachetnych. Obawy przed konfliktem zbrojnym i nowymi aktami terroru sprzyjały wysokim notowaniom złota. Jednak pomyślne doniesienia z rynku akcji oraz mocniejszy dolar uniemożliwiły dalszą zwyżkę ceny tego kruszcu i w Londynie spadła ona do 318,45 USD za uncję, z 321,25 USD w poniedziałek.
Nerwowa atmosfera nie udzieliła się uczestnikom rynku metali kolorowych, a inwestorzy mieli wciąż w pamięci korzystne dane dotyczące gospodarki amerykańskiej, opublikowane w końcu zeszłego tygodnia. Za tonę miedzi w kontraktach trzymiesięcznych płacono wczoraj w Londynie 1537 USD, wobec 1511 USD dzień wcześniej.