W reakcji na brak ataków w rocznicę tragicznych wydarzeń z 11 września zeszłego roku indeksy światowych rynków pięły się dzisiaj w górę. Podążał za nimi również WIG20 i nie był to pierwszy dzień jego wzrostów. Byki utrzymały pozycję ponad niedawno utworzoną 12-pkt. luką hossy. Jednak trwające już od czterech sesji wzrosty wydają się podszyte... niedźwiedziem. Obroty (dla WIG20) tylko jeden raz przekroczyły bowiem 140 mln złotych. Ponadto trudno silić się na duży optymizm w sytuacji, w której rząd, pobierając dane do swoich założeń, najprawdopodobniej z sufitu, zwiększa prognozę przyszłorocznego wzrostu gospodarczego do 3,5%. Jest to tym dziwniejsze, że zdecydowana większość naszych partnerów handlowych zmniejsza przewidywane tempo rozwoju w stosunku do poprzednich założeń. Intencje rządu wydają się jednak dość jasne. Zbliżające się wybory samorządowe stwarzają duży popyt na tzw. kiełbasę wyborczą. Słuchając wypowiedzi premiera i jego ministrów trudno mieć wątpliwości co do tego, czy kiełbasiany popyt zostanie zaspokojony. W związku z tym można jednak nabrać poważnych obaw o kondycję państwowej kasy w nadchodzącym roku, kiedy okaże się, że wzrost PKB nie wyniesie 3,5, ale np. 2,8% (jak np. prognozuje MFW) lub 2,3% (prognoza CASE). Bezwzględny budżet będzie się wtedy domagał nowelizacji polegającej, jak sądzę, na (dobrze nam już znanym) zwiększeniu deficytu. Dzisiejszą kiełbasę analitycy i komentatorzy upieką wtedy zapewne na ognisku, jakie zapłonie przy pierwszych poważnych oznakach znacznie wolniejszego wzrostu gospodarczego. Oczywiście nie zostanie to dobrze odebrane w roku poprzedzającym nasze wejście do Unii Europejskiej.