Lekki wzrost na wtorkowej sesji w USA przełożył się na dobre otwarcie na naszym rynku. Kontrakty rozpoczęły notowania na poziomie 1082 pkt., co wydawało się trochę wysoko. Do takich wniosków doszła spora grupa graczy i pierwsza godzina notowań upłynęła na spadkach. Te pogłębiły się jeszcze zaraz po rozpoczęciu notowań na rynku akcji. Sięgnęliśmy dna na 1062 pkt.

Reszta sesji to już zupełnie co innego. Wraz z rosnącym indeksem giełdy frankfurckiej ceny kontraktów powoli pięły się w górę. Nie bez znaczenia był fakt wzrostu cen na kilku rodzimych spółkach. W pierwszej chwili jednak kontrakty na takie zachowanie zareagowały bardzo ostrożnie. Nikt nie gra na wzrosty, gdy te na kasowym są wywoływane przez ataki na pojedyncze spółki. Później jednak popyt zainteresował się także pozostałymi papierami, co znacząco podniosło wartość indeksu, a za nim kontraktów.

Zachowanie indeksu było wczoraj pilnie śledzone przez graczy na rynku terminowym. Wynikało to z faktu, że ostatnie wzrosty zbliżyły go do poziomu luki bessy, którą teraz można było zamknąć. Byłby to pomyślny dla byków sygnał. Prawie się to udało. Zabrakło zaledwie kilka punktów. Kontrakty pchane nadzieją zaliczyły maksimum na 1102 pkt.

Brak sygnału zamknięcia luki bessy na indeksie ochłodził rozpalone głowy byków. Patrząc jednak na wielkość obrotu, można przyjąć, że dobrze się stało. Jeśli popyt faktycznie poważnie myśli o wzrostach, to lepiej, by taki sygnał został wygenerowany przy znaczącym obrocie. Takiego wczoraj nie było. Na spółkach wchodzących w skład indeksu WIG20 obróciło się raptem nieco ponad 110 mln złotych.

Sytuacja po wykreślonej ostatnio odwróconej formacji głowy i ramion zaczyna sprzyjać krótkoterminowym bykom. Wspomniane zamknięcie luki byłoby tego mocnym potwierdzeniem.