Lepsza ściągalność i poszerzanie bazy podatkowej (dzięki m.in. wychodzeniu części podatników z szarej strefy) mają dać budżetowi ok. 3,4 mld zł. Dodatkowy 1 mld będzie pochodził z wypłat zysku NBP. Wolniej niż to zakładał poprzedni minister finansów Marek Belka będą spadały wpływy z CIT. A to dlatego, że rząd chce zmiany ustawy o tym podatku, aby w przyszłym roku jego stawka została obniżona nie do 24%, a do 27%. Dziś jest to 28%. Ustawa przyjęta jeszcze przez poprzedni rząd przewidywała stopniowe obniżanie opodatkowania do 2004 r. do 22%. Nowy pomysł oznacza prawdopodobnie zejście z tej ścieżki.
Zdaniem wicepremiera Grzegorza Kołodki zmniejszenie podatku od firm o 1 pkt proc. to element wspierania sektora przedsiębiorstw przez rząd. Gdyby obniżki nie było, to dochody z tego tytułu byłyby większe o 1 mld zł. - A mógłby się on przydać na finansowanie niektórych wydatków socjalnych - mówił G.Kołodko po piątkowym posiedzeniu rządu.
Łączna wartość wydatków ma wynieść 193,5 mld zł. Realnie będą więc większe o 2,4% od tegorocznych. Wicepremier Kołodko twierdzi, że taki wzrost wcale nie oznacza złamania zasady wzrostu wydatków "inflacja plus 1 pkt. proc.". - One rosną o inflację plus 1 i dodatkowo o pewien margines, który rząd musiał założyć, żeby spełnić swoje zobowiązania - mówił. Chodzi o dodatkowe koszty podwyżek rent, emerytur i świadczeń w budżetówce uzgodnionych z Komisją Trójstronną oraz wydatki 14 instytucji pozarządowych, które, zdaniem ministra Kołodki, rząd musi uwzględniać w projekcie w żądanej wysokości.
- Zredukować je może Sejm. Posłom zostawimy wyciągnięcie wniosków - mówił G. Kołodko. Razem "extra" wydatki to 2,4 mld zł. - Gdy odejmiemy to od 193,5 mld zł to zostanie 191,1 mld zł. Jest to dokładnie więcej o inflację plus 1 pkt. proc. - powiedział minister.
Właśnie za odejście od zasady lansowanej przez Marka Belkę ekonomiści najbardziej krytykują projekt przyszłorocznego budżetu. Zdaniem Mirosława Gronickiego, głównego ekonomisty BIG BG, w polityce budżetowej rządu zmieniły się priorytety.