We wtorek ceny ropy naftowej znów wykazywały skłonność do wzrostu, by osiągnąć najwyższy poziom w bieżącym roku. W dalszym ciągu uwagę inwestorów przyciągała napięta sytuacja na Bliskim Wschodzie. Amerykańsko-brytyjski atak na Irak staje się coraz bardziej realny i grozi przerwaniem dostaw ropy z Zatoki Perskiej. Tymczasem podaż tego surowca, zwłaszcza na rynku amerykańskim, jest obecnie zbyt mała, zważywszy zbliżający się sezon zimowy, gdy wyraźnie rośnie popyt na olej opałowy. Dlatego inwestorzy czekali wczoraj z niepokojem na publikację najnowszych danych dotyczących zapasów ropy w USA, obawiając się ich dalszego spadku. Na domiar złego, Royal Dutch/Shell Group, ChevronTexaco i BP musiały ponownie ewakuować personel platform wiertniczych w Zatoce Meksykańskiej ze względu na zbliżający się huragan Lili. Przerwa w wydobyciu ropy w tym regionie może dodatkowo zmniejszyć jej import do USA. W tych warunkach cena gatunku Brent z dostawą w listopadzie przekroczyła w Londynie 29 USD za baryłkę, osiągając 29,33 USD. W Nowym Jorku notowania ropy utrzymywały się powyżej 30,50 USD za baryłkę.
Pomyślniejsze wieści z rynku akcji odwróciły poniedziałkowy wzrost ceny złota. Kruszec ten jest jednak wciąż atrakcyjny jako bezpieczna lokata kapitału ze względu na niskie notowania papierów wartościowych, a także napięcie na Bliskim Wschodzie. W Londynie za uncję płacono 321,75 USD wobec 323,55 USD dzień wcześniej.
Wyższe ceny akcji na giełdach europejskich pobudziły najpierw wzrost notowań miedzi, ale później nastroje inwestorów pogorszyła wiadomość o spadku aktywności w amerykańskim przemyśle i metal ten w kontraktach trzymiesięcznych zdrożał w Londynie tylko nieznacznie, do 1460 USD za tonę, z 1459 USD w poniedziałek.