Rada Polityki Pieniężnej zwróciła uwagę przede wszystkim na te rzeczy, które wcześniej już krytykowano. Przede wszystkim uznała, że wzrost gospodarczy w wysokości 3,5% PKB w przyszłym roku jest nazbyt optymistyczny - wyniesie raczej między 2 a 3%.
RPP zwraca uwagę, iż spora część dochodów budżetu (blisko 4 mld zł) wynika z przyjętego przez rząd wysokiego tempa wzrostu PKB, poprawy ściągalności podatków oraz wpływów jednorazowych. Jeśli nie uda się tych pieniędzy uzyskać, może to spowodować albo konieczność cięcia wydatków w trakcie roku, albo zwiększy deficyt budżetowy. A ten i tak jest spory, zwłaszcza że zaplanowano również niedobór funduszy celowych, a w dodatku, poza kontrolą budżetu znajduje się kilka ważnych agend rządowych. Zdaniem RPP, deficyt ekonomiczny w przyszłym roku ulegnie zmniejszeniu, ale będzie to spadek niewielki - z 5,8% w tym do 5,4% w przyszłym roku.
Wysoki deficyt budżetowy z jednej strony grozi utrzymywaniem się wysokich stóp procentowych na rynku i wzrostem kursu złotego, a z drugiej będzie skutkował narastaniem długu publicznego, który z poziomu 41,9% w 2001 r. wzrośnie do ponad 50,4% na koniec 2003 r. W tej trudnej sytuacji rząd zrywa z zaproponowaną przez Marka Belkę regułą ograniczania tempa wydatków budżetowych, która dawała nadzieję na likwidację deficytu. Na dodatek, zakłada się wzrost skali udzielanych gwarancji i poręczeń, co jeszcze bardziej zwiększy dług publiczny - do 52,2% PKB.
Mimo tak krytycznej opinii Rady, analitycy nie spodziewają się zakończenia cyklu redukcji stóp procentowych. Ich zdaniem, obniżki co najwyżej mogą zostać nieco opóźnione. Wysokość stóp zależy bowiem od inflacji i tego, czy uda się ją ustabilizować na niskim poziomie.
Janusz Jankowiak,