Reklama

Traktat nicejski - brama do rozszerzenia Unii Europejskiej

Referendum w sprawie traktatu nicejskiego może zaważyć na rozszerzeniu Unii Europejskiej. Dlatego jest tak ważne dla Polski i innych państw kandydujących. Kolejne irlandzkie "nie" dla tego dokumentu będzie oznaczało poważne problemy z przyjęciem nowych członków wspólnoty i opóźni jej poszerzenie.

Publikacja: 18.10.2002 09:53

Traktat nicejski wynegocjowali przywódcy piętnastu państw członkowskich Unii Europejskiej podczas konferencji, która odbyła się w grudniu 2000 r. Prace nad układem trwały kilka miesięcy. Jego istotą jest dostosowanie instytucji UE do poszerzenia tego ugrupowania o dalszych dwanaście krajów, a wśród nich o Polskę.

Rozwiązania z lat 50.

Zasadniczą zmianę systemu instytucjonalnego UE wymusza proces rozszerzenia wspólnoty. Funkcjonujące instytucje oraz stosowane procedury zupełnie nie pasują do organizacji, która ma zrzeszać 25, a w przyszłości być może jeszcze więcej krajów. Stworzono je w latach 50., gdy ówczesna Wspólnota Europejska obejmowała tylko 6 dość luźno powiązanych ze sobą państw.

Sytuacja zmieniła się po 1995 r., gdy liczba członków wzrosła do 15 oraz stopniowo doprowadzono do ich ścisłej integracji. W stosunkowo krótkim czasie do tego grona mogą dołączyć dalsze kraje, bardzo zróżnicowane pod względem wielkości terytorium, liczby ludności, potencjału gospodarczego, poziomu technicznego i możliwości rozwojowych. Utrzymanie w tych warunkach niedostosowanego do zmienionych realiów systemu instytucjonalnego utrudniłoby efektywne funkcjonowanie Unii Europejskiej.

Przez długi czas reformy napotykały opór ze strony państw członkowskich, gdyż żadne z nich nie chciało zrezygnować z dotychczasowych uprawnień. Właśnie dlatego w połowie 1999 r., podczas spotkania na szczycie w Amsterdamie, nie udało się osiągnąć porozumienia. Wprowadzono tylko nieznaczne korekty do systemu podejmowania decyzji. Przełom nastąpił dopiero w półtora roku później w Nicei.

Reklama
Reklama

Efektywność a interesy

państw członkowskich

Twórcy traktatu nicejskiego skupili uwagę na procesie decyzyjnym w Unii Europejskiej. Chcieli przy tym skonstruować taki mechanizm, który zapewniałby sprawne podejmowanie decyzji, a jednocześnie chronił interesy zarówno dużych, jak i małych państw członkowskich.

Szczególnie istotne było ustalenie podziału głosów w Radzie UE, Parlamencie Europejskim i innych organach. Zgodnie z obowiązującymi dotychczas zasadami, faworyzowane były małe kraje, co miało je chronić przed dominacją znacznie większych partnerów. Jednak w miarę przyjmowania nowych członków niewielkie państwa uzyskały znaczną przewagę liczebną, a po planowanym dokooptowaniu krajów kandydujących do UE stałaby się ona jeszcze bardziej wyraźna.

Wśród państw ubiegających się o członkostwo tylko Polska jest traktowana jako kraj duży. W konsekwencji pojawiłoby się niebezpieczeństwo, że członkowie reprezentujący niewielką część ludności Unii decydowaliby o sprawach istotnych dla całego ugrupowania.

Osiągnięty w Nicei kompromis umożliwił m.in. nowy podział głosów. Większą ich liczbę postanowiono przyznać państwom dużym, a poprzez odpowiedni system ich ważenia zachowano, zgodnie z zasadami demokracji, właściwe proporcje między wszystkimi krajami członkowskimi. Jednocześnie zadbano o to, by po rozszerzeniu Unii Rada UE podejmowała decyzje, stosując potrójną większość, a więc nie tylko głosów, lecz także państw oraz reprezentowanej przez nie ludności.

Reklama
Reklama

Ukłon w stronę

przyszłych członków

Zawarte w traktacie nicejskim decyzje, dotyczące liczby miejsc w instytucjach UE, które będą przysługiwać nowym członkom, a także określenie zasad ważenia głosów, stanowiły sygnał dla państw kandydujących, że Unia traktuje poważnie ich aspiracje. Po raz pierwszy określono też wyraźnie, kiedy kraje te mogą liczyć na przyjęcie do wspólnoty, przyczyniając się do przyspieszenia procesu negocjacyjnego.Traktat nicejski spotkał się z różnymi reakcjami. Oprócz pozytywnych ocen nie brakowało też głosów krytyki. W części państw członkowskich, zwłaszcza we Włoszech i Belgii, uznano dokonane zmiany za zbyt małe, by mogły uchronić rozbudowaną w przyszłości Unię przed paraliżem. Krytykowano fakt, że nie określono ostatecznie kompetencji władz UE i nie stwierdzono, czy w przyszłości ugrupowanie to ma stać się czymś w rodzaju federacji, czy też pozostanie organizacją zrzeszającą ściśle ze sobą współpracujące, niezależne kraje. Zwolennicy traktatu przekonywali, że odpowiedź na to pytanie powinna dać konferencja planowana na 2004 r.

Pierwsze irlandzkie "nie"

Dodatkowym problemem stało się odrzucenie traktatu nicejskiego w referendum zorganizowanym w Irlandii. Obywateli tego kraju zaniepokoiła możliwość powstania silnego organizmu ponadnarodowego, znaczne koszty rozszerzenia Unii oraz jej ewentualne cele wojskowe, sprzeczne z neutralnością Irlandii. Sprzeciw Irlandczyków był zaskoczeniem dla innych państw członkowskich. Tym bardziej że sondaże przed referendum wskazywały na przewagę zwolenników.

Jednak od tego czasu wyjaśniono sporo wątpliwości i ostatnie sondaże opinii publicznej wykazywały coraz większe poparcie dla idei integracji europejskiej. Tym samym wzrosły nadzieje na zwycięstwo zwolenników Unii w ponownym referendum zaplanowanym na 19 października br. Porażka opóźniłaby bowiem znacznie proces rozszerzenia UE.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama