Od dzisiaj stopa interwencyjna NBP spada do 7% z 7,5%, a stopy lombardowa i redyskontowa wynoszą 9% i 7,75% - postanowiła Rada Polityki Pieniężnej. Nie zmieniła się jedynie wysokość stopy depozytowej, która nadal wynosi 5%.
To była zaskakująca decyzja. Nie spodziewali się jej analitycy, którzy liczyli na obniżkę w listopadzie - gdy dojdzie do znacznego spadku inflacji i więcej już będzie wiadomo o sytuacji gospodarki. Redukcji stóp nie oczekiwali także inwestorzy. Wprawdzie byli oni bardziej optymistycznie nastawieni niż analitycy i wielu obstawiało cięcie w tym miesiącu, jednak nastroje zmieniły się po wypowiedziach ekonomistów NBP. Stwierdzili oni we wtorek, że w III i IV kwartale mocno przyspieszy wzrost gospodarczy, a inflacja w październiku podskoczy ponad 1,3%, czyli ponad poziom z września. Dealerzy uznali, że analitycy NBP w ten sposób po prostu wyjaśniają powody, dla których RPP nie dokona redukcji stóp.
W rezultacie, gdy NBP opublikował informację o obniżce, w górę poszły ceny obligacji - ich rentowność w niektórych przypadkach spadła o 10 pkt. bazowych. Nieco zaskakująco zachował się złoty - nieznacznie się osłabił. W komentarzach na ten temat pojawiły się sugestie, że RPP, niespodziewanie obniżając stopy, próbowała doprowadzić do osłabienia złotego.
O powodach, dla których RPP nie wzięła pod uwagę prognoz swoich ekonomistów, mówił wczoraj Leszek Balcerowicz, prezes NBP i przewodniczący RPP. - Prognozy na miesiąc nie mają żadnego znaczenia dla decyzji o polityce pieniężnej, której skutki są długofalowe - stwierdził. Najwyraźniej jednak RPP uznała - podobnie jak ekonomiści z banków - że prawdopodobieństwo wzrostu inflacji w październiku jest niewielkie.
- Inflacja w październiku może się utrzymać na poziomie takim samym albo niższym niż we wrześniu - powiedziała wczoraj Wiesława Ziółkowska, członkini RPP.