Na nic zdał się lobbing większości środowisk gospodarczych, które uznały zmianę zasad obniżania CIT-u za zamach na przedsiębiorczość. Większą obniżkę - do 24% - gwarantowało im prawo uchwalone jeszcze przez poprzedni parlament. Rząd zaproponował zmiany, bo uznał, że budżetu nie stać na realizowanie przyjętej wcześniej ścieżki zmniejszania stawek. Nowelizacja CIT jest jedną z tzw. ustaw okołobudżetowych. Gdyby parlament jej nie przyjął, wówczas musiałby zmienić projekt budżetu. Według Ministerstwa Finansów, każdy 1 punkt proc. stawki podatku od firm to 500 mln zł dochodów budżetowych. Podczas ostatniej debaty część posłów opozycji wskazywała, że odejście od zasad zapisanych w obowiązującej jeszcze ustawie jest naruszeniem reguły praw nabytych.
Jeśli Senat przyjmie nowelizację bez poprawek, wówczas trafi ona bezpośrednio prezydenta. Po wejściu w życie ustawy Polska będzie miała jedną z najwyższych stawek CIT w grupie krajów, które chcą wejść do Unii Europejskiej w 2004 r. Większy podatek płacą tylko przedsiębiorcy w Czechach (obecnie 31%) i na Malcie (35%).