Ustanowienie przez kurs dolara względem euro ponadtrzymiesięcznego minimum w dużym stopniu zdecyduje prawdopodobnie o średnioterminowej koniunkturze giełdowej na rynkach akcji, w tym i na GPW. Zakładając bowiem, że dzięki temu otwiera się pole do dalszego silnego osłabienia waluty amerykańskiej, można oczekiwać znacznego zwiększenia aktywności strony podażowej na giełdach europejskich. Mocne euro nie jest bowiem generalnie korzystne dla gospodarek tworzących unię walutową, gdyż jest to obszar będący eksporterem netto. Należy ponadto pamiętać, że EBC ma mniejsze pole manewru od swego amerykańskiego odpowiednika, gdyż ten pierwszy ma jasno określony cel inflacyjny na poziomie 2 procent. Z tego powodu zwiększenie rocznego tempa wzrostu cen konsumpcyjnych w strefie euro do 2,2% powoduje, że obniżki stóp procentowych są tam obecnie praktycznie nierealne.

Pamiętając o tym, że kraje zachodnioeuropejskie są naszymi głównymi partnerami handlowymi oraz o tym, że roczna stopa wzrostu kredytów dla sektora niefinansowego wynosi w naszym kraju ledwie kilka procent, trudno znaleźć powody, dla których tempo krajowego wzrostu gospodarczego miałoby się zwiększyć w stopniu większym od obecnych oczekiwań. W tej sytuacji przebicie przez WIG20 sierpniowego szczytu określić należy mianem pułapki hossy. W najbliższych tygodniach spodziewam się powrotu indeksu do trendu spadkowego. Istotnym wsparcie jest poziom 1025 punktów. Dopiero wówczas, gdy na świecie zakończy się wspomniana wyżej fala słabości dolara, będziemy świadkami rozpoczęcia poważniejszej, niż wszystkie tegoroczne, kilkumiesięcznej korekty w bessie. Do tego momentu spadki na WGPW zapoczątkowane na przełomie października i listopada pogłębią się. Inwestorzy będą oczekiwać na wyniki grudniowego szczytu w Kopenhadze, podczas którego Rada UE ma podjąć ostateczne decyzje w sprawie finansowych warunków dla krajów kandydackich.