Według danych IDS, statystyczny dyrektor generalny w ostatnich 12 miesiącach zarobił 1,5 mln funtów. Obok wynagrodzenia podstawowego w całość sum wymienianych w raporcie wliczone są premie uznaniowe, zyski z posiadanych pakietów akcji oraz premie nadzwyczajne. Najlepiej powodzi się dyrektorom generalnym stojącym na czele firm naftowych i gazowych. Niektórzy z nich otrzymali w ostatnim roku premie w wysokości 25% dotychczasowych zarobków. Ogólnie jednak różnica między zarobkami dyrektorów i resztą członków zarządu powiększyła się.
Jednocześnie IDS dało do zrozumienia, że w okresie coraz większej niepewności na rynkach, sześciozerowe zarobki i gigantyczne premie mogą zmusić zarządy do większej przejrzystości, jeśli chodzi o systemy wynagrodzeń w spółkach. "Jeśli zarządy uważają, że ostatnie dwa lata były ciężkimi czasami, będzie jeszcze ciężej w sytuacji, gdy prawo zacznie wymagać o wiele bardziej szczegółowego badania decyzji dyrektorów w sprawach wypłat" - brzmi konkluzja raportu.
Zarobki szefów wielkich firm stają się przedmiotem politycznej kampanii lansowanej przez związki zawodowe. W lipcu tego roku centrala związkowa TUC zapowiedziała akcję protestacyjną po informacji o premiach wypłacanych szefom koncernu telekomunikacynego Vodafone. Chris Gent, szef Vodafone - firmy, która w ubiegłym roku ogłosiła największe straty w historii brytyjskich korporacji - otrzyma w długofalowych premiach sumę siedmiokrotnie większą od jego wynagrodzenia podstawowego.
Dopełniając raport IDS, Komisja Równych Możliwości (Equal Opportunities Comission) - ośrodek badawczy sprawdzający zasady równouprawnienia stosowane w firmach brytyjskich - stwierdziła, że rozdźwięk w zarobkach między kobietami i mężczyznami znacząco się powiększył. Zdaniem komisji, zarobki zatrudnionych w Wielkiej Brytanii na pełnym etacie kobiet wynoszą 81% przeciętnej pensji mężczyzn.