Inflacja w październiku spadła do najniższego poziomu w historii. Jak podał GUS, wyniosła 1,1%. Poprzednią rekordowo niska inflację zanotowano w sierpniu - 1,2%. Rynek jednak na ten wynik nie zareagował.
Większość prognoz mówiła, że w październiku inflacja będzie niższa niż we wrześniu, gdy wyniosła 1,3%. Wprawdzie np. resort finansów oczekiwał, że wskaźnik wzrostu cen spadnie do 1%, ale większość analityków liczyła na 1,1-1,2%. W rezultacie październikowy wynik nie zrobił większego wrażenia na rynku. Ceny obligacji nieznacznie wzrosły, a na rynku walutowym również panował spokój. Zwłaszcza że w danych inflacyjnych nie było większych niespodzianek - poza wzrostem cen paliw o 2% wobec września.
Teraz wszyscy będą oczekiwali na dane o produkcji przemysłowej. One mogą przyspieszyć cięcie stóp procentowych.
- Spodziewamy się, że następna obniżka będzie w styczniu - powiedział Maciej Reluga, główny ekonomista BZ WBK. - Ale dane o produkcji przemysłowej w ubiegłym miesiącu mogą przyspieszyć redukcję, pod warunkiem że będą kiepskie, czyli nie będzie żadnego wzrostu. Sądzimy jednak, że produkcja wzrośnie o 3% i redukcji w tym roku nie będzie.
Na wagę danych o produkcji przemysłowej zwraca uwagę również Piotr Kalisz, ekonomista PKO BP. - Oczekujemy redukcji w grudniu o ok. 50 pkt. bazowych - powiedział. - Dużo zależy od produkcji przemysłowej, ale musiałoby zajść coś wyjątkowego, żeby przyspieszyć redukcję.