Jestem zwolennikiem teorii, że zarówno wzrosty, jak i spadki, są kontrolowane przez dużych graczy. Kto uważnie obserwuje to, co dzieje się od pewnego czasu na naszym rodzimym parkiecie (szczególnie po rozpoczęciu inwestowania na GPW przez OFE), zauważył pewnie, że rynek zachowuje się tak jakby oderwany był od rzeczywistości. To, że rynek jest "pilnowany", coraz bardziej uwidacznia się. Nie powinno to nikogo dziwić, gdyż OFE nie mają zbyt wielkiego wyboru i pieniądze z naszych składek w dużej mierze trafiają na naszą giełdę. Funduszom nie zależy na spadkach kursów akcji. Przy tak dużym zaangażowaniu OFE, tak naprawdę nie trzeba wielkich środków, by z rynkiem zrobić praktycznie wszystko.

Odrobina zachodniego kapitału na ostatnich dwóch sesjach zrobiła bardzo pokazową "jazdę bez trzymanki" w dół na akcjach TP SA i PKN. Nie jestem zaskoczony stylem, w jakim ktoś pozbywał się tak znacznych pakietów akcji, gdyż zamykanie pozycji w taki sposób jest bardzo charakterystyczne dla zachodnich inwestorów. Niedługo również po spadku ceny akcji PKN pojawiła się obniżona rekomendacja z "kupuj" do "trzymaj" wystawiona przez ING, która wyjaśniła całe zamieszanie wokół spółki. Myślę, że polscy inwestorzy po kilku dniach zapomną o niekorzystnej rekomendacji. Z pomocą krajowych inwestorów instytucjonalnych powinni świętować Nowy Rok w dobrych nastrojach.

Wiadomo nie od dziś, że powszechność opinii nie jest kluczem do osiągnięcia sukcesu na giełdzie, ale raczej oryginalność i elastyczność może nam pomóc w osiągnięciu sukcesu. Nie można być zatwardziałym bykiem czy niedźwiedziem, ale tak jak kameleon przystosowywać się z łatwością do nowych warunków. Na giełdzie panuje teraz okres, który ja dla własnych potrzeb nazywam akumulacją po z góry określonych cenach. Jeżeli sprawdzi się mój scenariusz, to 1200 punktów na WIG20 nie powinno stanowić wielkiej bariery.