Kiedy jakieś dwa miesiące temu miałem okazję rozmawiać ze specjalistami z działu analiz banku centralnego Portugalii, łapałem się ze zdumienia za moją łysą głowę. Z rozbrajającą szczerością i zaskakującym spokojem przyznawali, że kraj ów spodziewa się kar Komisji Europejskiej za łamanie zasad osławionego paktu stabilizacyjnego strefy euro. Czyli zasad, które mają zagwarantować euro pozycję waluty stabilnej i godnej zaufania - jak rozumiem, co najmniej równorzędnej z cokolwiek przereklamowanym amerykańskim dolarem. Ale w Lizbonie od razu usłyszałem, że nie ma powodów do tępienia praktyk portugalskich, skoro dyscypliny nie zachowują najbogatsi i najmocarniejsi. W tym niby tacy solidni Niemcy, niestety...

Się trochę rozłazi. Mówię o architekturze, a raczej o filarach systemu finansowego zjednoczonej Europy. Niemcy, Francja i Włochy zostały ostrzeżone przez Komisję Europejską, że żyją na kredyt. Na trochę za duży kredyt. Nie pilnują bowiem swoich deficytów. W tym kontekście bardziej zrozumiały wydaje się spokój kolegów z Portugalii. Jeśli UE zechce im karnie odebrać fundusze ze wspólnej kasy, to zawsze mogą wytknąć palcem brak konsekwencji znacznie silniejszych kolegów. W sumie to dość niepokojący proces. Tolerowanie rozluźniania gorsetu.

Romano Prodi miał ponoć określić pakt o stabilności mianem głupiego. Szkoda oczywiście, że tak wysoki rangą polityk podważał to, co powinno pozostać niepodważalne. A przy okazji użył bardzo chwytliwego medialnie określenia "głupi". No i tak to sobie poszło po całej Europie. Niektórzy dorabiają do całej fali antystabilizacyjnych działań teorię, że owo rozluźnienie pomoże w "podpompowaniu" cherlawego tempa wzrostu w Unii. Tymczasem warto zauważyć, że wyższym od średniej tempem wzrostu mogą się pochwalić Skandynawowie, czyli właśnie ci, którzy dyscyplinę budżetową zachowują!

Się trochę rozłazi, to fakt. Ale ja wciąż wierzę, że będzie dobrze, bo zadziała zdrowy rozsądek i Europa nie da się zwieść własnej słabości. Bo, mimo ogromu prac stworzono przecież wspólny rynek, zniesiono granice i wprowadzono wspólną walutę. Stworzono tym samym obszar wolności, z którym można porównać tylko Stany Zjednoczone. Klucz do oprzytomnienia tkwi w nadziei na szybkie przebudzenie Niemców i Francuzów. I przynajmniej standardowym poczuciu odpowiedzialności za swój los całej reszty. Bo mądrze pojmowana wolność, także ekonomiczna, polega m.in. na umiejętności samodzielnego samoograniczania. Choćby przez wyznaczanie wskaźników i progów, których przekraczać nie wolno. Tak, by później życie, w tym rozwój sytuacji gospodarczej, nie oceniły brutalnie wcześniejszego braku dyscypliny.

Powyższy tekst jest wyrazem osobistej wiedzy i poglądów autora i nie powinien być inaczej interpretowany.