Musimy przy tym pamiętać, że rynki akcji są traktowane jako barometr gospodarki i z pewnym wyprzedzeniem dyskontują procesy gospodarcze. W zasadzie więc rzadko można jasno określić, jakie zdarzenia są uwzględnione w aktualnym poziomie cen, a jakie nie. W analizie technicznej przyjmuje się, że trendom spadkowym towarzyszy wyolbrzymiona reakcja na negatywne informacje. W trendach wzrostowych są one bagatelizowane. I z tego punktu widzenia zachowanie głównych indeksów jest charakterystyczne dla tendencji zwyżkowej.
Stany Zjednoczone
Najbardziej imponująco sytuacja wygląda na amerykańskim rynku technologicznym. Nasdaq przez ostatni miesiąc notowań pokonał dwie kolejne linie trendu spadkowego, jakie opisywały tegoroczną przecenę. Do tego w czwartek wybił się ponad silną barierę podażową na wysokości 1423 pkt., tworząc przy tym kolejną lukę hossy. To stwarza bardzo dogodną okazję do ataku na następną linię trendu, która zatrzymała czwartkowy wzrost. Znaczenie tej prostej potwierdza wykres wskaźnika Nasdaq100. Dotarł on do oporu, wyznaczanego przez dołek z września 2001 r. Zatem każdy następny większy wzrost w segmencie technologicznym będzie bardzo istotny dla jego perspektyw i każe zastanowić się nad tym, czy nie znalazł się on w fazie odreagowania całej 2,5-letniej bessy. To doprowadziłoby Nasdaq w okolice 2000 pkt.
To, że amerykańskie indeksy osiągnęły bardzo ważne poziomy, wynika również z analizy zasięgów poszczególnych ruchów w górę i w dół w ramach rozpoczętej w marcu 2000 r. bessy. Na S&P500 można zauważyć pewną prawidłowość. Wszystkie dotychczasowe korekty miały bardzo podobną wielkość. Wynosiły one od 19 do 21,4%. Ostatnie wzrosty zwiększyły wartość tego indeksu o 20,2%. Płyną z tego dwa wnioski: albo dobra koniunktura ma się ku końcowi, albo też jesteśmy świadkami dużo większych i trwalszych zwyżek, niż te występujące przez ostatnie 2,5 roku. Takie postrzeganie sytuacji uzasadnia także układ najważniejszych w tym momencie oporów. Na poziomie czwartkowego zamknięcia (934 pkt.) przebiega prosta, prowadzona po szczytach z marca i maja, a 29 pkt. wyżej znajduje się sierpniowe maksimum. Uwagę zwraca szczególnie ta druga bariera, gdyż stanowi ona górną granicę 4-miesięcznej tendencji horyzontalnej, a także zbiega się z linią szyi wielokrotnie opisywanej formacji głowy z ramionami. Stąd też szanse na przebicie tak silnego oporu "z marszu" są nikłe. Z racji spadkowego kierunku głównego trendu można wręcz zakładać, że to się nie uda, i o ile nie nastąpi powrót do bessy, to przynajmniej rozpocznie się mocne odreagowanie październikowo-listopadowej zwyżki. Trzeba to wyraźnie podkreślić, że zamknięcie ponad 966 pkt. będzie powodem do zupełnej zmiany spojrzenia na rynek i w dalszej perspektywie pozwoli osiągnąć S&P500 wartości z początku br. Wydaje się to mało realne, jeśli spojrzeć na nie potwierdzające czwartkowego szczytu RSI i MACD, a także tworzącą się na Stochasticu negatywną dywergencję. Na wykresie S&P500 można znaleźć dwa istotne wsparcia: przy 924 i 876 pkt. Zamknięcie poniżej drugiego z nich będzie sygnałem zakończenia wzrostów i pozwoli spodziewać się powrotu indeksu w rejon 800 pkt.
Euroland