Niemieckie zrzeszenie BDIU przewiduje, że liczba upadłości wśród rodzimych firm wyniesie w tym roku 41,5 tys. Oczekiwano 40 tys. Oznacza to, że ciężkie warunki rynkowe spowodowały znaczne pogorszenie sytuacji finansowej kolejnego 1,5 tys. spółek, które najprawdopodobniej nie poradzą sobie z problemami z płynnością.
Agencja Bloomberga podaje, że jeszcze na początku tego roku szacunki BDIU wynosiły 37,2 tys. Oznacza to więc wzrost o 11,6%. Jeśli wierzyć obecnym szacunkom BDIU, w tym roku wypłacalność utraci o ok. 33% więcej podmiotów niż w 2001 r. Łączne straty dla gospodarki Niemiec mogą w związku z tym wynieść 50 mld euro. Jednocześnie pracę może stracić nawet do 650 tys. osób.
Najgorzej sytuacja przedstawia się w sektorze budowlanym oraz rzemiośle. Firmy działające w pierwszej z tych dwóch branż odpowiadają za prawie 1/3 wszystkich odnotowanych dotychczas upadłości.
Jak twierdzi prezes BDIU Dieter Plambeck, jednym z najważniejszych powodów wciąż pogarszającej się sytuacji płatniczej spółek należy niewywiązywanie się z kredytów obrotowych (handlowych) ich kontrahentów. Wielu kredytobiorców nie przywiązuje wagi do ustalonych terminów spłaty zobowiązań i celowo je przekracza, wydłużając samowolnie okres kredytowania.
Tezę tę potwierdza Creditreform, niemiecki instytut badający gospodarkę. - Firmy, udzielające kredytów obrotowych, muszą sobie uświadomić, że ma to duży wpływ na stabilność ich przepływów pieniężnych. W szczególności, utrudnione jest wtedy zarządzanie płynnością, opóźniają się inwestycje, powstają dodatkowe nakłady i w efekcie koszty - przypomina dyrektor Creditreform Helmut Rödl, w wypowiedzi dla gazety "Handelsblatt".