Kiedyś, w czasie rozmowy o osiągnięciach współczesnej techniki, George Bernard Show powiedział: "Teraz, gdy już nauczyliśmy się latać w powietrzu jak ptaki, pływać pod wodą jak ryby, brakuje nam tylko jednego: nauczyć się żyć na ziemi jak ludzie." Od tamtego czasu minęło już wiele lat, a u nas ciągle bez zmian. Nieustannie mamy bardzo poważne problemy z normalnością. Obserwując to, co wokół, dochodzę do wniosku, że dzieje się tak w dużej mierze za sprawą pieniądza. Żądza jego pomnażania - często bywa, że nie po to, by przeżyć, ale z "hobbystycznych" powodów - doprowadza do jakiegoś wielkiego mentalnego szwindlu. Jego rozwiązanie, zrozumienie, wydobycie na światło dzienne półprawd i kłamstw, zweryfikowanie atakujących nas zewsząd informacji często jest trudne (a bywa, że niemożliwe). Siła interesu jest większa od apelu autora "Pigmaliona" o ludzkie życie na ziemi.
Może przesadzam? Może tak, ale tylko odrobinkę. Kiedy bowiem przysłuchuję się trwającej od wielu miesięcy dyskusji o biopaliwach (ostatnio nabrała ona tempa i - niestety - podskórnego kolorytu), to wydaje mi się, że nie wszystko gra w niej, jak u szefa nowojorskich filharmoników Kurta Masura. W polskich biopaliwach zgrzyta, chrzęści, chrupocze, trzeszczy... Dlaczego? Bo boska mamona ukryta w rzepaku, co najmniej kilku wielkim nad Wisłą nie daje spać spokojnie. W czwartek sprawą miał się zajmować Senat, ale... Chwilowo punkt dotyczący ustawy o organizacji rynku biopaliw ciekłych oraz biokomponentów skreślono z porządku obrad. Ma być rozpatrzony wkrótce. Dlaczego? Przewodniczący Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi Jerzy Pieniążek powiedział, że poszczególne ministerstwa prezentowały komisji sprzeczne opinie na temat przygotowanego przez rząd dokumentu. A poza tym w związku z burzą w mediach na temat tej ustawy komisja poprosiła Ministerstwo Gospodarki o stanowisko w zakresie wpływu biopaliw na silniki różnego typu. Tak się bowiem składa, że polskie biopaliwowe lobby chce lać do benzyny kilkakrotnie więcej biokomponentów niż dzieje się to gdzie indziej. W Unii Europejskiej udział bioetanolu w benzynie lub estrów oleju rzepakowego w oleju napędowym wynosi ok. 0,32%. Nasi spece twierdzą, że unijni Europejczycy są zbyt ostrożni. Natomiast spece od aut z przerażeniem przyglądają się polskim miłośnikom biopaliw i twierdzą, że obecne samochody tego nie wytrzymają.
Jak to się skończy? Skoro na polskim rynku, według bardzo wstępnych szacunków, leży do wzięcia z tego biznesu nawet do pięciu miliardów złotych, to obawiam się, że apel o ludzkie życie ludzi na ziemi pozostanie ciągle apelem. Niezadowolonym z takiej sytuacji (w tym chyba także wyżej podpisanemu) pozostanie sięgnąć do rady Forresta Gumpa, który mówił: "Kiedy jest ci tak źle, że już gorzej być nie może, zacznij się walić kijem po nodze. Kiedy przestaniesz, od razu poczujesz się lepiej."