Mija już ósmy tydzień wzrostów na wykresie najpopularniejszego amerykańskiego indeksu. Od początku października S&P 500 zyskał ponad 20%. W literaturze poświęconej amerykańskiemu rynkowi akcji można spotkać opinie, że ponad 20-proc. wzrost to już hossa. Obawiam się, że w tym wypadku nazwanie tego, co dzieje się za Atlantykiem, słowem hossa, byłoby nadużyciem. Moje wątpliwości potwierdza miesięczny wykres S&P 500. Dopiero w tym roku doszło do wybicia z kanału wzrostowego, który obejmuje całą hossę, zapoczątkowaną jeszcze w 1982 roku. Wysokość kanału sugeruje, że wartość indeksu powinna spaść ponad 40%. Ponieważ wybicie z niego nastąpiło, kiedy S&P 500 miał 1070 pkt., zniżka powinna zakończyć się na 640 pkt.
Skala dotychczasowej bessy, w czasie której indeks stracił ponad 50%, sugeruje, że możemy mieć do czynienia z korektą całej 18-letniej hossy. Skoro tak, to już spojrzenie na wykres wystarczy, żeby dostrzec dysproporcje między wzrostem, a następującym po nim spadkiem. Wprawdzie z reguły bessa jest krótsza i bardziej gwałtowna od hossy, mimo to porównanie dwóch do osiemnastu przemawia za kontynuacją długoterminowego trendu spadkowego. Szczególnie że zasadnicze sygnały zmiany głównej tendencji padły dopiero pół roku temu. Nie ma powodów, żeby już ją kończyć.
Dość często właśnie 600 punktów pada jako docelowy zasięg spadków. Niektórzy analitycy uważają, że dopiero przy takiej wartości S&P 500 wyceny amerykańskich spółek staną się adekwatne do ich zysków. Na ten poziom powołują się też analitycy techniczni, którzy dostrzegają na wykresie indeksu formację głowy z ramionami.
Perspektywy długoterminowe nie są korzystne dla miłośników akcji. Nie oznacza to, iż w najbliższych latach nie będzie okazji, żeby na nich zarobić. Pokazują to choćby ostatnie tygodnie. Mam wątpliwości, czy na najbliższych sesjach ten korzystny okres nie zakończy się. S&P 500 od końca lipca znajduje się w średnioterminowym trendzie bocznym. Wykres indeksu znalazł się już bardzo blisko górnego ograniczenia tej tendencji, która przebiega na poziomie 960 punktów. Zachowanie indeksu na ostatnich sesjach, gdzie wzrosty przerywane są dość gwałtownymi korektami, pokazuje, że chęć do pozbywania się akcji rośnie. Podstawowe pytanie brzmi: Czy kupujący mają dość gotówki, żeby tę narastającą podaż zebrać z rynku?
Średnie Dowa