Na ostatnich sesjach zaszła bardzo wyraźna zmiana, jeśli chodzi o postrzeganie perspektyw rynku przez inwestorów w Ameryce. Po okresie niejednolitych reakcji na napływające informacje, w minionym tygodniu widać było, że te dobre są już przez rynek ignorowane, a przebieg notowań determinują pesymistyczne wiadomości. Chodzi głównie o ostrzeżenia ze spółek, wskazujące na dalszą stagnację ich wyników finansowych. By zobrazować zachodzącą zmianę, warto przypomnieć to, jak inwestorzy odebrali obniżenie kilka tygodni temu prognozy na rok bieżący przez General Electric (kurs wzrósł o ok. 8%) i ubiegłotygodniowe ostrzeżenia Disneya, czy Hewlett-Packarda (mocne spadki).
Silna reakcja na złą wiadomość to zachowanie typowe dla tendencji spadkowych. Pytaniem otwartym pozostaje, jak trwały będzie nowy trend. Warto przypomnieć dwa elementy trwającej od października poprawy koniunktury - ignorowanie złych informacji oraz rozpoczęcie wzrostów formacją "V". Są one charakterystyczne dla wszystkich dotychczasowych korekt w mającej już blisko 3 lata bessie. Interesujące jest też to, iż na indeksie S&P500 kolejne odreagowania zwiększały jego wartość o ok. 20%, czyli dokładnie tyle, ile zyskał w październiku i listopadzie.
Irak na tapecie
Na światowe giełdy powraca znów obawa o konflikt wokół Iraku. W niedzielę Irak ma przedłożyć ONZ listę posiadanej broni. Pomimo trwających prac inspektorów rozbrojeniowych, prezydent Bush nadal powtarza: - Saddam mówi, że nie ma broni masowego rażenia. W rzeczywistości ma taką broń. Nie tylko ją ma, ale używał jej. Wybór należy do niego. A jeśli się nie rozbroi, Stany Zjednoczone poprowadzą koalicję i rozbroją go, w imię pokoju. Takie zapowiedzi pozwalają wątpić w możliwość uniknięcia wojny. Nie sprzyja to również poprawie sytuacji na rynku ropy naftowej, której cena zbliża się do 26 dolarów za baryłkę. Surowiec drożeje także ze względu na zagrożenie, że przedłużający się strajk w Wenezueli, będącej piątym pod względem wielkości eksporterem ropy, zakłóci ciągłość dostaw. Większe wydatki na paliwa to ich zmniejszenie w innych sektorach, co jest szczególnie ważne w obliczu narastających obaw o ograniczenie popytu przez amerykańskich konsumentów.
Mniejsze świąteczne zakupy