Przesilenie na głównych rynkach akcji na świecie wciąż się nie kończy. Amerykańskie indeksy są już o kilka procent niżej niż na przełomie listopada i grudnia br. Najbardziej ucierpieli posiadacze akcji spółek technologicznych, ponieważ Nasdaq Composite od szczytu z 27 listopada stracił 8%. Nieco mniej dały się we znaki spadki na giełdach europejskich (7%). Mimo tych zniżek na wielu indeksach w dalszym ciągu nie wyklarował się zdecydowany trend, który określa, w jakim kierunku będą się one poruszać. Najbardziej skomplikowana jest sytuacja na rynkach amerykańskich. Od 6 grudnia indeksy za oceanem zmagają się ze średnimi kroczącymi i nie mogą ich przełamać lub odbić się od nich. Tego się można spodziewać do końca 2002 roku. Perspektywa świąteczna coraz bardziej zniechęca inwestorów do angażowania się na rynku. Wojna z Irakiem zeszła z czołówek gazet największej gospodarki na świecie, a z korporacji nie napływają ciekawe informacje.

Znacznie ciekawiej jest w Europie. Tutaj trend jest od kilku tygodni jednoznaczny. Spadkom nie koniec. Dno z września i października jest coraz bliżej i w tym miejscu należy się spodziewać korekty. Wiele dzieje się w Niemczech. Środowy wskaźnik nastroju IFO spadł po raz siódmy z rzędu (tym razem symbolicznie z 87,3 do 87,1 w grudniu). Przy takim nastawieniu trudno będzie oczekiwać na dynamiczny wzrost PKB w 2003 roku, co uderzy także w polskich eksporterów. Rząd kanclerza Schroedera zapowiedział reformę finansów państwa. Czas skończyć z olbrzymim deficytem budżetowym. Z jednej strony trzeba zadbać o stronę przychodową, czyli wprowadzić podatek od dochodów kapitałowych. Z drugiej zaś - zadbać o stronę kosztową, co sprowadza się do zmniejszenia transferów socjalnych. Szczególnie ten drugi zabieg wydaje się wskazany. Niezwykle rozbudowana sfera socjalna odbija się czkawką niemieckiej gospodarce od paru lat. Niestety, zaostrzenie polityki gospodarczej prawdopodobnie spotka się z żarliwą krytyką wielu pracodawców i pracowników. Jeżeli uda się bez kompromisów przeforsować pomysły kanclerza, to wówczas będzie można mieć nadzieję, że Niemcy nie staną się drugą Japonią.