Reklama

Dług Niemiec prawdopodobnie przekroczy 60% PKB

Niemcy najprawdopodobniej wykroczą w tym roku poza wymagany w traktacie z Maastricht poziom 60% zadłużenia wobec PKB. Trudności z utrzymaniem tego progu mają także inne kraje Europejskiej Unii Walutowej. Spowodowane jest to głównie słabą sytuacją ich gospodarek.

Publikacja: 20.12.2002 08:54

Kryteria konwergencji dotyczą najważniejszych sfer gospodarki publicznej państw uczestniczących lub mających zamiar wstąpić do strefy euro. O ile założenia dotyczące inflacji czy stóp procentowych określone są w sposób relatywny (tzn. w stosunku do reszty krajów członkowskich) i ich poziom nie jest wyznaczony przez liczbę absolutną, to w przypadku zadłużenia i deficytu maksymalna dopuszczalna wartość jest określona jednoznacznie. Według ustaleń traktatu, zadłużenie państwa nie może przekraczać 60% PKB, a deficyt 3% PKB.

Zadłużenie jest za duże

Największa gospodarka Europy, Niemcy, nie radzi sobie z wypełnianiem kryteriów konwergencji. Szczególnie ciężko jest utrzymać poziom zadłużenia sektora publicznego wobec PKB. W latach 1998-2000 wskaźnik ten oscylował tam w granicach 60%-62%. Dopiero w zeszłym roku wyniósł on 59,5%, czyli w granicach normy. Jak wynika jednak z wypowiedzi niemieckich polityków, w tym roku najprawdopodobniej znów dojdzie do przekroczenia 60% PKB. Słabszy od oczekiwanych wzrost niemieckiej gospodarki, rosnąca liczba upadłych firm, nie najlepsze perspektywy na przyszłość oraz wybory parlamentarne spowodowały, że minister finansów Franz Eichel już w listopadzie zapowiedział, że w 2002 r. nie uda się pozostać poniżej granicy 60% PKB.

Wskaźnik zadłużenie/PKB jest w krajach strefy euro najczęściej lekceważony. Jedynie bowiem pięciu krajom udało się dotychczas ani razu nie przekroczyć granicznego poziomu. Są to Portugalia, Francja, Finlandia, Irlandia oraz Luksemburg. W stawce tej wyraźnie wyróżnia się Luksemburg, z poziomem łącznego długu nie przekraczającym 7% PKB. Średnie zadłużenie w pozostałej czwórce wyniosło natomiast w okresie 1998-2000 51,5% z zauważalną tendencją malejącą (podczas gdy średnia z 1998 r. wyniosła dla tej czwórki krajów ponad 57%, w 2001 r. było to już 48,2%). Jak widać więc, kraje, które respektują kryterium zadłużenia, są w stanie systematycznie je zmniejszać.

Odwrotnie sytuacja wygląda u pozostałych członków europejskiej unii walutowej. W żadnym bowiem z 7 krajów, w których w okresie 1998-2001 choć raz przekroczony został poziom 60% zadłużenia w stosunku do PKB, nie był to incydent. Aż w 4 natomiast (Austria, Włochy, Grecja, Belgia) jest to stan powtarzający się z roku na rok. Podczas gdy Austria przekracza próg o 1,7-4 pkt. proc. i jest prawdopodobnie w stanie w najbliższych latach pozbyć się tego nadmiaru, to zadłużenie Belgii, Grecji i Włoch jest wyższe niż 100% PKB i na pewno nie da się go drastycznie zmniejszyć.

Reklama
Reklama

Z deficytem

raczej nie ma problemów

Wśród 12 państw członkowskich EMU prawie wszystkie spełniały w przeszłości kryterium deficytu budżetowego. Począwszy od 1998 r., czyli roku poprzedzającego powstanie unii walutowej, z 11 pierwszych jej członków 10 stale utrzymuje jego poziom w wyznaczonych granicach. Jedynie w Portugalii deficyt wyniósł w zeszłym roku 4,1% PKB. Grecja (dwunasty członek), która wstąpiła do EMU w 2001 r., również nie ma problemów z jego spełnieniem.

W tym roku problemy z utrzymaniem deficytu budżetowego poniżej 3% PKB mogą mieć dwa największe kraje strefy euro - Niemcy i Francja. Kanclerz Gerhard Schroeder już w listopadzie zaczął zwiększać wpływy, podwyższając podatki.

Przypadek Grecji

W kontekście starań Polski o wejście do EMU należy zauważyć, że stawiane nam wymogi co do poziomu długu publicznego i deficytu są bardziej restrykcyjne niż te, którym w przeszłości musieli podporządkować się obecni członkowie. Najlepszym przypadkiem jest Grecja. Na rok przed wejściem do unii walutowej kraj ten borykał się z zadłużeniem na poziomie 105% PKB. W czerwcu 2000 r. Rada Europejska na szczycie w St. De Feira zadecydowała jednak o jej przyłączeniu.Nasz kraj nie jest w tak komfortowej sytuacji i najprawdopodobniej będzie musiał uczynić wszystko, aby w 2005 r. (zakładając, że uda się wejść do unii walutowej już w 2006 r.) zadłużenie państwa nie było większe od 60%, a deficyt od 3% PKB. Może to jednak okazać się trudne, oba wskaźniki rosną bowiem z roku na rok. O ile zadłużenie jest w normie, to deficyt wyniósł w 2001 r. 5,1% PKB.

Reklama
Reklama

Świadomy wybór

Kraje członkowskie EMU mają często świadomość, że za niewypełnienie założeń traktatu z Maastricht grozi im co najwyżej kara finansowa, a naciski społeczne na zwiększenie wydatków na określone cele są przeważnie silniejsze niż wymagania władz Unii. Politycy ulegają więc presji ze strony społeczeństwa, woląc zapłacić karę, aniżeli narazić kraj na niepokoje, a siebie na utratę elektoratu. Sytuację taką mamy obecnie właśnie w Niemczech, gdzie do prawdopodobnego wzrostu zadłużenia mogły się znacznie przyczynić tegoroczne wybory do parlamentu oraz przedwyborcze obietnice.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama